OPOWIADANIE \ MAREK NOWAKOWSKI Napis

Dodano: 17/06/2014 - Numer 840 - 17.06.2014
fot.Marcin Pegaz/ Gazeta Polska
fot.Marcin Pegaz/ Gazeta Polska
To już trzeci raz. Napis pojawiał się wczesnym rankiem, kiedy sklep był jeszcze zamknięty. Agresywny, wypisany czarną farbą na białym murze pod witryną wystawy. Nachalnie widoczny. Ochroniarz biurowca na rogu, wracając z nocnej zmiany, pierwszy go zauważył. Musiał być napisany wcześniej. Przychodził właściciel sklepu z żoną. Pochylali głowy i patrzyli. Było to jedno słowo z wykrzyknikiem. Namalowane grubymi pociągnięciami pędzla. Konfident! Przechodnie przystawali. Zastanawiali się nad jego sensem. Półgłosem wymieniali uwagi. – Donosił, teraz czy dawniej? – Może kogoś mocno skrzywdził? – A może to konkurencja taką świnię mu podkłada? Właściciel sklepu czuł za plecami obecność gapiów. Słyszał szepty. Tym zajadlej wydziobywał żelaznym prętem czarne litery z muru. Pracował na klęczkach i całą mocą napierał piersią na pręt. Zgrzyt, odpadały płaty tynku z muru, sypał się gruz, odsłaniała się czerwona cegła. Litery znikały. Czysto. Podniósł się z klęczek i otarł pot z czoła. W sklepie odważał ser, ziemniaki, cebulę, pomidory. Głowę opuścił nisko i nie patrzył na klientów. Może dręczyło go pytanie – Czy wypiszą to słowo znów? Lub niepokój, że kupujących zacznie ubywać.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze