Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Rynek pod czerwonymi latarniami

Dodano: 21/08/2014 - Numer 894 - 21.08.2014
– Striptiz, striptiz, panowie? Drink, striptiz? – tak są zachęcani każdego wieczora i każdej nocy przechodnie w obrębie krakowskich Plant. Wydekoltowane dziewczęta i barczyści panowie rozdający ulotki wyrastających jak grzyby po deszczu lokali typu go-go to nowy element jednego z największych rynków Europy. – Czas z tym skończyć! – uważają miejscy radni. Amnesia, Bunga-Bunga, Taboo, VIP, wreszcie słynne już Cocomo – to tylko niektóre z kilkunastu night-clubów ze striptizem zlokalizowanych w centrum Krakowa. Konkurencja jest duża, więc „promotorki” i „promotorzy” nachalnie reklamują swoje interesy. – Niestety, sprawą prywatną właścicieli kamienic jest to, czy chcą mieć u siebie burdel, czy nie. Inna rzecz to nieznośni ulotkowicze, naganiacze i półnagie kobiety zaczepiające turystów i mieszkańców – oburza się Adam Kalita, krakowski radny PiS-u. Są przecież przepisy zarówno o ciszy nocnej, jak i o parku kulturowym – dodaje. Istotnie, w centrum Krakowa od niemal dwóch lat obowiązują przepisy o tzw. parku kulturowym. W ramach tej rewolucji kulturalnej zdjęto z bram średniowiecznych kamienic blisko 90 proc. reklam i szyldów, z ulic wyrzucono stragany. Zobowiązano artystów ulicznych, aby prezentowali „repertuar na tyle rozbudowany, aby w ciągu godziny muzykowania nie wykonywać powtórnie tych samych utworów”. Na tym nie koniec. Muszą zachować odpowiednią prezencję oraz kulturę osobistą. Muszą wywrzeć „pozytywne wrażenie artystyczne”. A co z naganiaczami? Czy ich te przepisy nie obowiązują? – Działalność gospodarcza, którą prowadzą właściciele klubów, jest legalna. Niezależnie od oceny tego zjawiska przez władze miasta nie możemy na drodze prawa lokalnego im jej zabronić – przekonuje Monika Chylaszek, rzeczniczka prasowa prezydenta Krakowa. Zapewnia, że prezydent Jacek Majchrowski wielokrotnie rozmawiał już na ten temat z komendantami zarówno straży miejskiej, jak i policji. Prosił, by obie służby reagowały na wszelkie przejawy łamania prawa w rejonie centrum miasta. – Naganiacze, o ile nie zachowują się nachalnie, nie zakłócają ciszy i nie śmiecą, nie łamią prawa. Nie ma więc podstaw, żeby zabronić im przebywania na ulicy – rozkłada ręce Chylaszek. – Problem w tym, że naganiacze robią to właśnie nachalnie – uważa Adam Kalita. – Należy egzekwować przepisy, tak by nie zakłócano zarówno ciszy nocnej, jak i spokoju obywateli – dodaje. Zapowiada również złożenie interpelacji w tej sprawie do Majchrowskiego.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze