Trzy źródła pod eukaliptusem

Dodano: 22/08/2014 - Numer 895 - 22.08.2014
Do tego miejsca nie podjeżdżają autobusy z grupami turystów. Zresztą na tutejszym maleńkim parkingu takowe raczej by się nie zmieściły. Rzymskie władze dobrze wiedzą, że większość ludzi przyjeżdża do ich miasta dla Koloseum, Forum Romanum, fontanny di Trevi czy też czterech bazylik większych. Tutaj zaś nie trafia praktycznie nikt. Pewnie szedł boso, powoli i w milczeniu. Nie szarpał się, nie próbował ucieczki. Zresztą na co by mu się zdała kolejna? Mało to ich już przeżył? Szedł więc dalej. Ze związanymi rękami, otoczony strażą. Możemy tylko domniemywać, o czym myślał. Może właśnie teraz, kiedy wszystko wokół wskazywało, że nieuchronnie zbliża się jego koniec, przypominał sobie wszystkie te chwile, jakie było mu dane przeżyć jako Apostołowi Pogan? Może przypominał sobie ten koszyk, w którym kilka lat temu współbracia spuszczali go z miejskich murów Damaszku, gdy uciekał z więzienia. A może przypomniał sobie te kamienie, które jeden po drugim rzucali w niego, gdy wywlekli go z Listry i chcieli zabić na oczach tłumów. Wtedy jednak po raz kolejny mu się udało. Przeżył, a następnego dnia powrócił do miasta, by ponownie nauczać. Na to wspomnienie być może nawet uśmiechnął się do siebie. Nieśmiało, niemal niezauważalnie dla prowadzących go na śmierć strażników. Wreszcie może przypominał sobie wydarzenie, od którego wszystko się zaczęło. Wtedy, gdy jeszcze sam krzywdził i zabijał. Gdy na słowo „chrześcijanin” dyszał morderczą nienawiścią. Aż do momentu, gdy niezwykłe światło oślepiło go w drodze do Damaszku. Gdy spadł z konia i usłyszał Ten Głos. Może myślał teraz o tym właśnie spotkaniu. Może to podtrzymywało go na duchu. Może dzięki temu szedł wyprostowany, z odwagą spoglądając w oczy kata, który już na niego czekał na końcu drogi pokrytej bazaltowymi płytami. Płyty zostały do dzisiaj – kilkanaście metrów starożytnego chodnika, otoczonego słupkami z linkami, które mają chronić zabytkowe miejsce przed zbyt natrętnymi turystami i pielgrzymami. Miejsce świadek. Tak jak świadkiem ostatnich chwil św. Piotra jest egipski obelisk stojący dziś na środku placu jego imienia, tak te kilkadziesiąt płyt stanowi niemy pomnik ostatniej drogi św. Pawła. To po tych płytach stąpał po raz ostatni. Niełatwo tu trafić. W odróżnieniu od większości miejsc powiązanych z martyrologią pierwszych rzymskich chrześcijan miejsce śmierci św. Pawła znajduje się niemal na rogatkach miasta. Przy ostatniej stacji metra Laurentina w południowej części Rzymu. Wokoło głównie budynki mieszkalne, zajmują je raczej zamożniejsi rzymianie. Kilka kafeterii, w których można zasiąść przy porannym cappuccino. Jest i centrum sportowe przy Via Laurentina. I dopiero kawałek dalej odbijająca w prawo, niewielka, zamknięta dla ruchu kołowego uliczka. Na uliczkę, a także na stojące przy niej pomniki padają cienie eukaliptusów, pinii i palm. Św. Benedykt z przyłożonym do ust palcem jakby prosi z postumentu o zachowanie w tym miejscu ciszy. Zaraz bowiem znajdziemy się w miejscu uświęconym krwią męczennika. Kilka sosenek tworzy niezwykły tunel, a pośrodku niego są owe płyty, po których stąpał idący na ścięcie św. Paweł. Chodnik prowadzi do niewielkiej świątyni – do kościoła stracenia św. Pawła alle Tre Fontane. Wchodzę do środka. Samotny mężczyzna odmawia różaniec. Poza nim nikogo. Cisza. I trzy zbiorniki, jakby chrzcielnice. Każda z wygrawerowaną na nich podobizną straconego tu świętego. Jak mówi legenda, gdy głowa św. Pawła trzykrotnie uderzyła o ziemię, w miejscu, w którym po raz pierwszy dotknęła bruku, wytrysnęło źródło z wodą gorącą. Gdy uderzyła o ziemię po raz drugi, pojawiło się źródło z wodą letnią. W miejscu trzeciego upadku trysnęła woda zimna. Źródła biją do dzisiaj. Można przyjść i zaczerpnąć z nich wody. A obok stoi zachowana kolumna, na której kat wykonał wyrok na św. Pawle. Tutaj dokonał żywota i zakończył swoją misję Apostoł Pogan. La chiesa di San Paolo alle Tre Fontane, czyli kościół pw. św. Pawła przy Trzech Źródłach. Na uboczu Wiecznego Miasta. Schowany w cieniu eukaliptusów i pinii, bez hałaśliwych odwiedzających, bez gwaru.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze