Wstyd i hańba ministra Siemoniaka

POGRZEBY ZBRODNIARZY \ HONORY WOJSKOWE DLA KOMUNISTYCZNYCH MORDERCÓW

Numer 942 - 16.10.2014Publicystyka

Zgoda na honorową asystę Wojska Polskiego dla zmarłego mordercy sądowego Wacława Krzyżanowskiego pokazała, jak skomunizowane jest wciąż dowództwo polskiej armii. Skoro szef Ministerstwa Obrony Narodowej nad tym nie panuje, powinien odejść.
Jak wojsko tłumaczyło zgodę na honory podczas pogrzebu płk. Krzyżanowskiego, oprawcy Danuty Siedzikówny „Inki”? „Był żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego, uczestniczył w bitwie pod Lenino” – wyjaśniał kpt. Zbigniew Izraelski z 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego.
Kto był wnioskodawcą? Związek Żołnierzy Wojska Polskiego z Koszalina. Wniosek o asystę wpłynął do Garnizonu Koszalin w dniu pogrzebu Krzyżanowskiego i została ona od ręki przyznana.
– Nie wiedzieliśmy, że jest to prokurator Krzyżanowski – tłumaczył się kapitan Izraelski. Czyli wojsko nie wiedziało, że emerytowany płk Wacław Krzyżanowski to… emerytowany płk Wacław Krzyżanowski, który odpowiada za śmierć „Inki”. Czy założono, że w Koszalinie mieszka dwóch emerytowanych pułkowników o tych samych personaliach? Formalnie zresztą ten morderca sądowy prokuratorem nie był.
Podobno wcześniej wojsko też było wysyłane na pogrzeby pułkowników z KBW i innych utrwalaczy „ludowej” władzy. Wnioski składał ten sam, co w wypadku Krzyżanowskiego, Związek Żołnierzy WP, skupiający wielu komunistycznych wojskowych. To taki odpowiednik warszawskiego Klubu Generałów, tylko w skali lokalnej.
Pogrzebu z honorami
mogło nie być...
„Wstyd. Zażądałem wyjaśnień od dowódcy Garnizonu Koszalin, który podjął taką decyzję” – napisał na Twitterze minister obrony Tomasz Siemoniak. I w trybie natychmiastowym odwołał ze stanowisk dowódcę oraz komendanta garnizonu Koszalin.
Obaj mają zostać przeniesieni do rezerwy kadrowej. Dowódcą garnizonu Koszalin był dowódca 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego, a komendantem tego garnizonu – oficer prasowy pułku. Co kryje się pod pojęciem „rezerwa kadrowa”? Panowie będą nadal pobierali pieniądze, tylko trochę mniejsze.
Ale na tych lokalnych czystkach nie powinno się skończyć. Bo tak jak „Inka” Siedzikówna nie jest bohaterką lokalną, tylko ogólnopolską, tak samo zbrodnicza działalność Wacława Krzyżanowskiego nie jest problemem tylko Koszalina. Dlatego decyzja o honorach wojskowych dla tego mordercy sądowego to wstyd i hańba wojskowych nie tylko w Koszalinie, ale również, a może przede wszystkim, w Warszawie. Za tę hańbę (nieważne, czy o sprawie wiedział, czy nie) politycznie odpowiada szef MON u.
Na tym nie koniec. Gdyby nie zaniechania Tomasza Siemoniaka, honorów dla Krzyżanowskiego mogło nie być. Mogło ich nie być także dla wielu innych komunistycznych dygnitarzy i zbrodniarzy, z Wojciechem Jaruzelskim na czele. Bo rok temu minister zapowiedział zmiany systemowe. Miał wprowadzić przepisy uniemożliwiające asystę wojskową dla tych, którzy działali na szkodę Polski i Polaków. Nie wprowadził. Bo Tomasz Siemoniak woli utrzymywać kontakty z klubem komunistycznych generałów, w którym jest wielu członków WRON u. Woli uczestniczyć w pogrzebie wspomnianego oberzbrodniarza komunistycznego, przywódcy junty wojskowej Wojciecha Jaruzelskiego. Przecież przy tym pochówku też była kompania reprezentacyjna WP. Dlatego minister powinien podać się do dymisji.
„Młody, bez przygotowania”
„W dniu 10 października 2014 r. odszedł od nas na zawsze nasz Kochany, Wspaniały Tatuś, Teść, Dziadek i Pradziadek płk WP w st. spoczynku, prawnik Wacław Krzyżanowski, weteran II wojny światowej, Sybirak, inwalida wojenny” – można było przeczytać nekrolog w „Głosie Koszalińskim”. Bo Krzyżanowski służbę wojskową rozpoczął w 1943 r. w Dżambule (Kazachstan), należał do dywizji kościuszkowskiej, w ramach której brał udział w bitwie pod Lenino. Potem ten zesłaniec syberyjski stanął po stronie swoich czerwonych prześladowców. To taki Jaruzelski w mikroskali.
Rentę inwalidzką Krzyżanowski załatwił sobie w 2000 r., po odebraniu mu uprawnień kombatanckich. Jako schorzenia podał: psychoorganiczne otępienie, nadciśnienie tętnicze, miażdżycę, zespół stresu pourazowego. Początkowo ZUS odmówił mu renty, ale pułkownik wygrał w sądzie II instancji.
Ten „inwalida wojenny” to pierwszy stalinowski „prokurator”, któremu wymiar sprawiedliwości III RP – w 1993 r. – zarzucił mord sądowy. 3 sierpnia 1946 r. dla „Inki”, sanitariuszki antykomunistycznego oddziału mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, zażądał kary śmierci. Krzyżanowski zarzucił Danucie Siedzikównie działanie w „bandzie Łupaszki”, nielegalne posiadanie broni i wydanie rozkazu zastrzelenia dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Tego ostatniego czynu nie udowodnił jej nawet podległy bezpiece „sąd” i nie potwierdziło dwóch z pięciu zeznających „dobrowolnie” w sprawie milicjantów, którym żołnierze „Łupaszki” darowali życie. Jeden z nich przyznał, że „Inka” opatrzyła go, gdy został ranny w walce z żołnierzami V Wileńskiej Brygady AK



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama