Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Moi koledzy z Wołynia

Dodano: 30/10/2014 - Numer 954 - 30.10.2014
Nie jestem Kresowiakiem, chyba że przyszywanym. Cała moja rodzina pochodzi z Warszawy. Jednak od jesieni 1939 r. do czerwca 1941 r. mieszkałem z rodziną w Baranowiczach, gdzie chodziłem do sowieckiego przedszkola. N a moje wychowanie i światopogląd mocno jednak wpłynęli koledzy i koleżanki, z pochodzenia Kresowiacy, z Polskiego Domu Dziecka nr 1 w Stawropolu nad Wołgą. To od nich otrzymałem potężny zastrzyk polskości i katolicyzmu. Przebywałem z nimi od lata 1944 r. do 3 maja 1945 r. i rozstanie z nimi przeżyłem boleśniej niż rozstanie z matką, która w tym sierocińcu mnie zostawiła. Nie tylko moi koledzy, ale także nasze wychowawczynie pochodziły z Kresów, głównie z Wołynia. Były jednak wyjątki, jak np. mieszkający wraz ze mną w jednej sali niejaki Kozub, który mówił po polsku gwarą
     

16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze