Nie taki grecki diabeł straszny...

PO WYBORACH W ATENACH \ KONFLIKT W UNII

Numer 1030 - 03.02.2015Publicystyka

Bruksela straszy niegrzeczne europejskie dzieci nowym rządem Grecji. Za to resztę Unii Europejskiej, w szczególności resztę krajów strefy euro, przedstawia jako krainy szczęśliwości, których stabilność może być zagrożona awanturniczą polityką populistów z Aten. Brzmi to dobrze, jednak jest tylko próbą wygodnego dla najbogatszych państw UE „spozycjonowania” rządu (i kraju), który nie chce tańczyć, jak mu zagra Berlin z Paryżem oraz Brukselą w tle.
Mówienie, że relacje Europa–Grecja to biało-czarny film, obsadzony przez pozytywnego bohatera, czyli Unię, oraz przez „szwarccharakter” w postaci leniwego narodu, który akurat wybrał populistyczny rząd, to doprawdy więcej niż uproszczenie. To politycznie umotywowane kłamstwo.
W Grecji wybory wygrała bardzo lewicowa i eurosceptyczna SYRIZA. Gdy ją zakładano w latach 90., była zlepkiem komunistów, eurokomunistów, maoistów i alterglobalistów. Powoli zdobywała zaufanie Greków, bo zdecydowany program prosocjalny umiejętnie łączyła z patriotycznym sprzeciwem wobec „szarogęszenia” się najsilniejszych graczy UE. Odwoływanie się do wspólnoty narodowej oraz negacja dyktatu ekonomicznego ze strony Brukseli (czytaj: Niemiec) okazały się bardzo skuteczne.
Nic o Unii bez Greków!
W tej wiktorii lewicowych eurosceptyków pomogła też specyficzna grecka ordynacja wyborcza. Nie tylko buduje ona więzy rodzinne, bo nakazuje obywatelom głosować w miejscu swojego urodzenia, a nie zamieszkania, ale przede wszystkim premiuje partie z najlepszym wynikiem specjalnym bonusem w postaci aż 50 dodatkowych mandatów. SYRIZA wygrała wyraźnie, ale ten dodatkowy ordynacyjny podarunek umożliwił jej wykreowanie bez żadnego wysiłku koalicji z – uwaga, bo to rzadko się podkreśla – prawicową, też eurosceptyczną partią Niezależni Grecy. Cóż, można powiedzieć, że Grecy A.D. 2015 twórczo przerobili słynne hasło Karola Marksa „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” na „Eurosceptycy całej Hellady, łączcie się”. Łączcie się – dodajmy – w Radzie Ministrów...
Nie nastąpiła jak na razie, wbrew strachom medialnym i eksperckim, żadna zmiana w polityce zagranicznej Aten. Grecja nie zawetowała przedłużenia sankcji wobec Rosji, mimo że wielu „analityków” tak właśnie przepowiadało. Groźba tego weta, która faktycznie miała miejsce ze strony nowego szefa MSZ-etu Nikosa Kotziasa, miała charakter sygnału dla Brukseli – „nic o nas bez nas”, „musicie się z nami liczyć”. Nowa Hellada chciała wymusić szacunek dla nowego rządu i ustawić relacje z Brukselą na zasadach przynajmniej w jakimś stopniu podmiotowych. I to uzyskała.
Nowy premier Grecji Aleksis Cipras pokazał w ten sposób UE, że nie chce być tylko biernym pionkiem, czekającym na decyzje Brukseli. Nie chce być jak Donald Tusk, który w 2009 r



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się