Kijów, Bruksela, Warszawa – wspólna sprawa

EUROPA \ ROCZNICA WYDARZEŃ NA MAJDANIE NIEPODLEGŁOŚCI

Numer 1050 - 26.02.2015Publicystyka



Oddaję ten tekst do druku w „Codziennej” w środę, a wczoraj, we wtorek, rozmawiałem w Brukseli w siedzibie Parlamentu Europejskiego z przewodniczącym Wierchownej Rady – jednoizbowego ukraińskiego parlamentu, byłym merem Winnicy, jednym z najbliższych współpracowników prezydenta Petra Poroszenki – Władimirem Hrojsmanem. Rzecz w tym, że rozmowa odbyła się dwa dni po mojej wcześniejszej z nim rozmowie – tyle że w Kijowie. Świadczy to o intensywności polsko ukraińskich kontaktów politycznych w kontekście Unii Europejskiej.
G
dy we wtorkowy wieczór wygłaszałem przemówienie do posłów Wierchownej Rady przybyłych do Brukseli z racji spotkania komisji do spraw integracji europejskiej ukraińskiego parlamentu i jej odpowiednika w europarlamencie – delegacji UE-Ukraina – przypomniałem, że 48 godzin wcześniej razem maszerowaliśmy w symbolicznym marszu upamiętniającym pierwszą rocznicę najbardziej krwawych wydarzeń na majdanie.
W końcu byli na majdanie
Podkreśliłem, że od końca listopada 2013 r. do lutego 2014 r. sześciokrotnie byłem na majdanie i trzykrotnie przemawiałem do tłumu ludzi przepełnionych nadzieją na wolność i niepodległość. Dziś podobny tłum Ukraińców oddawał cześć bohaterom majdanu z tymi samymi nadziejami – choć doszły do nich dwie kolejne. Pierwsza to nadzieja na utrzymanie terytorialnej integralności kraju, druga to nadzieja na europejską solidarność. Ta druga, przynajmniej na dziś, jest bardziej realna.
Będąc w Kijowie na Marszu Solidarności, zobaczyłem tam polityków, których jako żywo nie było na majdanie. Kiedy premier Jaceniuk, gdy szliśmy w pierwszym rzędzie owego marszu, tłumaczył prezydentowi RP, co gdzie się działo przed rokiem – pomyślałem, że wie, co robi, bo przecież Bronisława Komorowskiego tam nie było, choć wcześniej z prezydentem Janukowyczem spotykał się 29 razy, co daje, pomijając okres wakacji, średnią... jednego spotkania na miesiąc! Nie krytykuję Komorowskiego, że w ogóle spotykał się z Janukowyczem, bo był to prezydent legalnie wybrany przez naszych sąsiadów, lecz to, że spotykał się z nim tak często i zupełnie bez żadnego efektu. Gdy po Euro 2012 miał się odbyć w Odessie szczyt krajów naszego regionu i zapadła wśród głów państw decyzja o jego bojkocie, to tylko Bronisław Komorowski do ostatniej chwili kurczowo, z uporem maniaka, trwał przy chęci przejażdżki nad Morze Czarne.
Na kijowskim marszu szedłem jako drugi lub trzeci po prawej stronie od Petra Poroszenki. Jako czwarty lub piąty od lewej był Donald Tusk. Dobrze – uwaga – że przyjechał jako przewodniczący Rady Europejskiej. Szkoda tylko, że nie było go w Kijowie przez niemal cztery ostatnie lata. Ukraińcy nie są w ciemię bici i pamiętają, choć ze względu na jego pozycję nie będą tego wymawiali, że jako polski premier ze swoją pierwszą wizytą na Wschód pojechał nie do Wilna czy Kijowa, jak jego lewicowi czy prawicowi poprzednicy – prezesi Rady Ministrów, ale do... Moskwy



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się