MAŁY POLAK POTRAFI

Numer 2 - 10.09.2011Sport

Chcę dać kibicom dobry show i pokazać, że „mały” Polak potrafi wygrywać z „wielkimi” – z TOMASZEM ADAMKIEM rozmawia PAWEŁ ZYZAK. Jestem niższy od Kliczki, ale za to szybszy. Muszę mieć dobrą kondycję, żeby zasypać go ciosami. Muszę też nacierać, być stroną atakującą, a z biegiem rund będzie to działało na moją korzyść. Chcę dać kibicom dobry show i pokazać, że „mały” Polak potrafi wygrywać z „wielkimi”.

Ile czasu każdego dnia poświęcał Pan na przygotowanie się do walki z Witalijem Kliczką?
Trenowałem rano, o 11, i po południu o 17. Przychodziłem z jednego treningu, kładłem się do łóżka na godzinę. Wstawałem i szedłem na kolejne ćwiczenia. Tak wyglądał cały mój tydzień.
Szybkość zadawania ciosów, technika, bardzo dobry lewy prosty, świetna praca nóg, odporność na trafienia, wytrzymałość – w ten sposób wylicza się Pańskie atuty… Wystarczy to, Pana zdaniem, na Witalija Kliczkę? Nie słynie Pan z nokautującego ciosu.
Pierwsza sprawa – nokautujący cios ma niewielki procent bokserów. Druga – nie w każdej walce bokser może znokautować. Wystarczy popatrzeć na Kliczkę i jego walkę z Amerykaninem Shannonem Briggsem. Chociaż go obijał, nie mógł czysto trafić.
Jeżeli zadam czysty cios, to i ja przewrócę dużego faceta. Przecież pokazałem już, że można. Jednak rzeczywiście, nie jestem typem boksera z nokautującym ciosem i nigdy już nim nie będę. Ale mam inne atuty, które pozwalają mi zwyciężać i równocześnie prezentować dobrą taktykę oraz ładny dla oka boks.

Ćwiczył Pan siłę uderzenia?
Ćwiczyłem dynamikę. Skupiałem się na tym, by ciosy – jak to potocznie określamy w boksie – „podcinały nogi” czy „odcinały prąd”. Muszę zadawać je bardzo luźno i z dużą szybkością. Nie mogę nastawiać się na cios nokautujący, bo wówczas nigdy nie wyjdzie. Ci, którzy mówią, że wygrają w drugiej, czwartej czy dziesiątej rundzie, rzucają słowa na wiatr. Ten cios wychodzi, zanim się zastanowisz. Cios „z luzu”, lekki, szybki, podcina nogi i zwyciężasz przed czasem.

Dostrzega Pan w tej walce choćby minimalne szanse na obalenie doktora Kliczki? Ostatnie walki – z Jasonem Estradą, Chrisem Arreolą, Michaelem Grantem i Kevinem McBridem,
z wyjątkiem Andrzeja Gołoty – wygrywał Pan na punkty.
Wierzę przede wszystkim w zwycięstwo i z takim przeświadczeniem wchodzę na ring. Bóg pozwala mi uprawiać ten sport już tyle lat i zwyciężać. Z wiarą w wygraną wejdę też na ring 10 września. Wiem, że będzie to ciężka walka, bo Witalij Kliczko to wielki mistrz wagi ciężkiej i czuję do niego duży respekt. Jest na samej górze, ale i ja poznałem smak mistrzostwa w dwóch innych kategoriach wagowych i nie mam nic do stracenia. Zrobię wszystko, żeby go pokonać, dlatego treningi rozpocząłem bardzo wcześnie.
Według mnie widowiska z udziałem Kliczki nie są porywające. Jego przeciwnicy praktycznie nie podejmują walki, wyglądają na strwożonych.
Na ring wchodzą dwa rodzaje pięściarzy: jedni po to, by zarobić, drudzy, by walczyć i odnieść sukces. Należę do tych drugich. Wchodzę na ring zwyciężać, pokazywać góralską krew, wielkiego ducha walki, którego mam w sobie. Pokazywać światu, że można wygrywać w poszczególnych kategoriach wagowych. Niewielu wierzyło, że tak szybko dojdę w wadze ciężkiej do takiej walki, w dodatku o mistrzostwo świata.
Dlatego pracuję nad kondycją. Jestem niższy od Kliczki, ale za to szybszy. Muszę mieć dobrą kondycję, żeby zasypać go ciosami. Nacierać, być stroną atakującą, a z biegiem rund będzie to działało na moją korzyść. Chcę dać kibicom dobry show i pokazać, że „mały” Polak potrafi wygrywać z „wielkimi”.

Dlaczego nie miał Pan szczęścia do promotorów w rodzaju Dona Kinga czy Bogusława Bagsika? Stracił Pan przez to kilka lat kariery.
Zawsze byłem zawodnikiem. Miałem kiedyś menedżera, miałem doradców, miałem promotorów... W 1990 r. za namową Andrzeja Gmitruka podpisałem kontrakt, ale po prostu się nie układało. To były ciężkie czasy, promotorzy znikali. Andrzej szukał więc nowych rozwiązań, ale gdziekolwiek się udał, wpadaliśmy w szambo. Szkoła przetrwania jest potrzebna każdemu. Dzisiaj inaczej patrzę na sport i jestem bardzo ostrożny



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Zyzak


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama