Łajdak, jakich mało

„Ponińskij wezwał straż – to łajdak, jakich mało, do dalszych spraw polecam z czystym sercem go” – raportował o polskim marszałku Sejmu rosyjski ambasador z piosenki Jacka Kaczmarskiego „Rejtan, czyli raport ambasadora”. Jak pisze Dorota Dukwicz w publikacji „Sekretne wydatki rosyjskiej ambasady w Warszawie w latach 1772–1790”, ambasada płaciła najlepszym współpracownikom tzw. jurgielt dwa razy do roku – na Trzech Króli oraz na św. Jana. Nawet po ich śmierci jurgielt dziedziczyły wdowy, o ile nie miały innych środków utrzymania. Tak Moskwa udowadniała żyjącym, że współpraca z nią jest dobrą inwestycją. Dziś za dowodzenie, że praca komisji zajmującej się katastrofą smoleńską nie wymagała oględzin wraku oraz że badanie kopii czarnych skrzynek jest OK, Maciej Lasek nie musi chodzić po
64%
pozostało do przeczytania: 36%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl