Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

II RZECZPOSPOLITA \ TRADYCJE POLSKIEJ ARMII Polska ułańska

Dodano: 30/11/2015 - Numer 1282 - 30.11.2015
Ostatnie ułańskie – i jakże skuteczne – szarże w polskiej polityce wręcz zachęcają, aby wrócić do tematu tak zasłużonej dla polskich dziejów naszej kawalerii. Pisałem o tym na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” trzykrotnie: 27 lipca, 18 sierpnia i 14 września. Teraz wracam po 2,5-miesięcznej przerwie – przez ostatnie 11 tygodni zajmowałem się wszak wraz z innymi „szwoleżerami” ułańskimi bitwami, ale na politycznym polu. 20. Pułk Ułanów stacjonował w Rzeszowie, który dzisiaj jest na kresach południowo-wschodnich RP, ale w czasach II Rzeczypospolitej, państwa liczącego niemal 400 tys. kilometrów kwadratowych, jako żywo stanicą kresową nie był. Sztandarowa żurawiejka 20. PU z Podkarpacia była taka: „Noszą szable po kolana – to ułani króla Jana”. W książeczce „Żurawiejki”, wydanej własnym sumptem w mrocznych czasach komunizmu (1964 r.), autorstwa J. Malewskiego jest rysunek przedstawiający ułana z szablą przywieszoną właśnie w okolicy kolana i włóczoną po ziemi, który wpatruje się w portret króla Jana III Sobieskiego. Patron pułku dumnie spoziera ze ściany, zerkając na ułana z amarantowym otokiem na czapce. Proporzec 20. PU z Rzeszowa był trójkolorowy: amarantowo-biało-niebieski, przy czym amarant jest na górze i na dole, pośrodku dużo bieli i wąski niebieski pasek. Skądinąd książeczka Malewskiego jest o tyle fascynująca, że jest całkowicie (!) ręcznie rysowana i pisana. To ewenement, zajmujący wyjątkowe miejsce w mojej bibliotece (prezent od pana Tomasza Tywonka – dziękuję, pamiętam!). Ciekawe, czy ktoś z Czytelników ma również taki unikat? Wracając do żurawiejek 20. PU, to były też inne, bardziej frywolne: „Mają »coś tam« po kolana – to ułani króla Jana”. Albo też: „Zamiast d… krwawa rana – to ułani króla Jana”. A że rzeszowscy kawalerzyści znali swoją wartość, to śpiewali: „Wśród ułanów nie masz pana – nad ułana króla Jana”. Była również i taka: „Monokl w oku, mina pana – to ułani króla Jana”. Wołyń, Brody... 21. Pułk Ułanów stacjonował w mieście Równe na Wołyniu, a więc w mieście, opodal którego urodził się (jeszcze w XIX stuleciu) mój pradziadek Henryk Ludwik Czarnecki. Trochę paradoksalną miał nazwę ten 21. PU, bo był to Nadwiślański Pułk Ułanów. Stąd geneza żurawiejki: „Nadwiślańskich miano wzięli, chociaż Wisły nie widzieli”. Były też i inne: „Nad Wołyniem błyszczą lance, turkusowi Nadwiślańce” oraz „Jeden w Polsce turkusowy – to z Równego pułk morowy”. Wołyńscy ułani mieli proporzec trójkolorowy: kolor szary z góry i z dołu zamykał żółte (u góry) i białe pasemko. „Śmierdzą naftą, robią długi – to jest Pułk Dwudziesty Drugi”. Tak śpiewali ułani z 22. PU stacjonującego w Brodach, w pobliżu Borysławia w powiecie Drohobycz, także na Kresach Wschodnich. Pewnie melomani kochający piosenki z czasów II RP pamiętają przebój zaczynający się od słów: „A panienka dokąd? Do Borysławia”. Żurawiejka mówiła albo o nie najlepszej, zdaje się, kondycji finansowej pułku, albo – to wersja bardziej prawdopodobna – o karcianych przyzwyczajeniach jego ułanów, co powodować mogło zadłużenia. Od kogo brali pieniądze jeźdźcy z Brodów? Mówi o tym wyraźnie rysunek przedstawiający ułana w galowym rynsztunku, który odbiera banknoty od otyłego jegomościa w czarnym kapeluszu, z długą brodą i w długim płaszczu. To skądinąd asumpt do rozprawy „Rola Żyda w historii polskiej wojskowości”. Na tymże rysunku w oddali są kontury miasta Brody, a pod spodem biało-amarantowy proporzec, gdzie amarant rozdziela dwa białe trójkąty. 23. Pułk Ułanów stacjonował w – także kresowym – Podbrodziu. To rozlokowanie było charakterystyczne, bo nasza jazda miała bronić nas, według strategii wojennej II Rzeczypospolitej, od wschodu, a nie od zachodu. A skoro był to pułk z Kresów Wschodnich RP, to musieli w nim być, bardziej jako żołnierze niż oficerowie, miejscowi prawosławni. Stąd zresztą wzięła się charakterystyczna żurawiejka, którą śpiewali jeźdźcy z 23. PU: „Mocny w pieśni, w boju sławny – Dwadcat’ Tretij – prawosławny”. Ułani z Podbrodzia mieli oryginalny proporzec w kolorach miodowym i białym, w tym duże pasy: miodowy na górze i biały na dole przedzielone były dwoma mniejszymi w tych samych kolorach. Na rysunku przypisanym ułanom z Podbrodzia jeździec z miodowym otokiem na czapce na białym koniu jedzie kłusem niczym na defiladzie, ale samotnie, i to kresowym stepem, a rumak wysoko unosi prawą nogę. Ostatnia defilada W zasadzie defilady odbywały się kłusem – tzw. ćwiczebnym – ale były też wyjątki. Tak działo się na ostatniej wielkiej defiladzie polskiej kawalerii, która miała miejsce na krakowskich Błoniach w 1933 r. Odbyła się ona w 250. rocznicę odsieczy wiedeńskiej, której dowodził późniejszy patron rzeszowskiego 20. Pułku Ułanów, król Jan III Sobieski. Wówczas w Krakowie pułki kawalerii w rozwiniętych szwadronach defilowały przed marszałkiem Józefem Piłsudskim w galopie. Była to ostatnia defilada w obecności Naczelnika Państwa, który zmarł niespełna dwa lata później. Warto dodać, że niektóre pułki na specjalne okazje szykowały sekcję sztandarową lub pełny pluton czy szwadron. Na przykład 2. Pułk Ułanów Grochowskich używał mundurów, jakie mieli nasi podczas bitwy pod Stoczkiem w 1831 r. Z kolei 11. Pułk Legionowy – noszący od 1937 r. imię marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, a wcześniej podpułkownika dyplomowanego Antoniego Jabłońskiego, który zginął w ostatni dzień kampanii 1920 r. – miał mundury Beliny. Zaś 5. Pułk Ułanów Zasławskich – mundury Ordynacji Zamoyskich. 11 PU czerpał swoją tradycję z 1. Pułku Ułanów Beliny, walczącego w latach 1914–1917 w ramach 1. Brygady Legionów Polskich. Miał sekcję sztandarową (a może cały pluton) w mundurach historycznych na wielkie uroczystości. Wyglądało to tak, że poczet sztandarowy jechał na przodzie w czakach ułańskich, a potem cały pułk w normalnych mundurach. Jak z filmu Podczas krakowskiej defilady Marszałkowi towarzyszyć mieli pułkownik dyplomowany Witold Wartha, pułkownik dyplomowany Adam Ludwik Korwin-Sokołowski z 1. Pułku Szwoleżerów, szef adiutantury Marszałka, późniejszy wojewoda nowogródzki (do napaści Sowietów), później autor ciekawych wspomnień, niedawno wznowionych przez Editions Spotkania („U boku Marszałka. Wspomnienia szefa gabinetu”, obejmujących lata 1905–1945). (Skądinąd to właśnie płk Sokołowski odebrał w grudniu 1922 r. telefon o tragicznej śmierci prezydenta Narutowicza, a potem przez trzy doby czuwał przy jego trumnie). Defiladę na krakowskich Błoniach prowadził gen. dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer. Ten inspektor armii, a wcześniej ułan beliniak, w 1920 r. dowódca brygady i dywizji kawalerii, zginął w trzy lata od defilady, gdy pilotował samolot w okolicach Gdyni-Orłowa. Leciał, aby powitać żonę wracającą z wycieczki słynnym statkiem „Batory”. To życiorys, jak zresztą setek innych polskich ułanów, iście filmowy.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze