Po grabie, beczkę i sito już nie na targ, ale do skansenu

GINĄCE ZAWODY \ DAWNIEJ LICZNI I NIEZASTĄPIENI, DZISIAJ NA RYNKU TRZYMA ICH PASJA Jeszcze niedawno miejscami, w których odbywał się handel wyrobami rzemieślniczymi, były targi i jarmarki. Jarmarki organizowano kilka razy w ciągu roku. Ich terminy zbiegały się z datami świąt kościelnych i odpustami. Można tam było kupić wszystko: grabie, sita, beczki, drewniane łyżki i naczynia, gliniane garnki, siekiery, gwoździe, koła do wozu, koszyki, konia z uzdą, a nawet zabawki dla dzieci. Na targach i jarmarkach wystawiano do sprzedaży towar, który wychodził spod ręki dawnych rękodzielników: kołodziejów, bednarzy, plecionkarzy, garncarzy, rymarzy, sitarzy, stolarzy, kowali czy zabawkarzy. Do miasta na targ czy jarmark jeździło się po wszystko, czego zaczynało brakować w coraz mniej
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze