Marek żyje

KSIĄŻKA

Numer 111 - 20.01.2012Kultura

Dzięki temu, że zostałam jego żoną, moje życie było niezwykłe – z DANUTĄ GRECHUTĄ, autorką książki „Marek. Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty”, rozmawia CEZARY DĄBROWSKI.

Pięć lat bez Marka Grechuty. Jak jest bez niego?
Dzięki jego wielbicielom ciągle żyję Markiem, jego piosenkami. Marek we mnie żyje. Ciągle trwam w takim nastroju, jak wtedy, gdy wyjeżdżał na koncerty.

Jaki był?
Był taki jak jego piosenki – wrażliwy, czasem nadwrażliwy. Bardzo wsłuchiwał się w to, co ludzie do niego mówią. Bardzo chciał, żeby wszyscy byli szczęśliwi.

Jakim był mężem?
Specyficznym (śmiech). Bo wiadomo – raz, że artysta, dwa, że ciągle był bardzo zajęty i bardzo znany. Ludzie niezwykle żywo na niego reagowali. I to wpływało też na nasze życie. Ale myśmy, szczerze mówiąc, starali się tego nie zauważać. Żyliśmy normalnie, zachowywaliśmy się normalnie. Markowi nigdy woda sodowa nie uderzyła do głowy. Był artystą, ale kiedy schodził ze sceny, żył normalnie – jadł jabłka, ciastka i lubił chrupać orzechy.

Byliście razem 36 lat, to kawał czasu. Co dał w tym czasie Marek Grechuta Pani, co Pani dała jemu?
Niewątpliwie dzięki temu, że zostałam jego żoną, moje życie było niezwykłe



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama