Cud nad Wisłą na dużym ekranie

„BITWA WARSZAWSKA 1920”

Numer 17 - 28.09.2011Kultura

Mam nadzieję, że film podniesie naszą samoocenę narodową. Przecież nie jesteśmy narodem nieudaczników. Możemy pokazać sukces i zwycięstwo – z Mariuszem Gazdą, producentem filmu, rozmawia Jan Pospieszalski.

Dlaczego zaangażował się Pan w produkcję filmu „Bitwa Warszawska 1920”?

Z potrzeby serca. Jestem wychowany w tradycji piłsudczykowskiej. Kult Bitwy Warszawskiej przechodził w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Zachęciłem do tematu reżysera Jerzego Hoffmana. W filmie pierwszoplanowe są uczucia i emocje, a nie historia. Miłość, rozstanie, niepokój – to jest eksponowane. Poza tym, bardzo zależy nam na młodym widzu, więc zastosowaliśmy technologię 3D.

Film kosztował 30 mln zł. Jaki miał Pan pomysł na pozyskanie środków?

9 mln to dotacja zwrotna z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, 2,4 mln z BZ WBK, pozostałe środki to pieniądze inwestorów i kredyty. Rozmawialiśmy też z TVP, złożyliśmy wniosek o koprodukcję, lecz telewizja do dzisiaj go nie rozpatrzyła. Za to organizuje galę premierową i uczestniczy w kampanii reklamowej.

Bitwa Warszawska została na świecie uznana przez historyków za jedną z 20 najważniejszych bitew świata, tak jak Termopile czy Waterloo. Dlaczego dopiero teraz powstaje film?

Przez lata PRL-u temat był przemilczany, nie było go w świadomości Polaków, a więc pewnie i przez filmowców został zepchnięty na drugi plan



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się