Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

„Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba!” „Gazeta Polska” w dobie Powstania Listopadowego

Dodano: 26/04/2016 - numer 1404 - 26.04.2016
W roku 1830 żywioł rewolucji ogarnął niemal całą Europę. Zaczęło się od Paryża. W upalny sierpniowy dzień Warszawę obiegła niespodziewana wiadomość o lipcowych rozruchach we Francji. „Gazeta Polska” od początku śledziła z uwagą wydarzenia rozgrywające się nad Sekwaną. W numerze z 9 sierpnia zamieszczone zostały postanowienia króla Francji, godzące w wolność słowa i prawa wyborcze obywateli. Można się tylko domyślać, jak bardzo posunięcia Karola X przypominały Polakom politykę Mikołaja I i sytuację Królestwa Kongresowego, w którym od lat łamana była konstytucja, a prasie narzucona cenzura. Francuzi pozbawili tronu tyrana z linii Burbonów, a osadzili na nim księcia Ludwika Filipa Orleańskiego. „Gazeta Polska” stawała po stronie narodu broniącego swej wolności, a dokładny przebieg rewolucji przedstawiony został w numerze z 11 sierpnia jako „Rys wypadków, które zaburzyły stolicę Francji”. Jeszcze większe wrażenie uczyniła na Polakach rewolucja belgijska, która wybuchła 25 sierpnia 1830 r. w Brukseli. Nie da się ukryć, że sytuacja polityczna Królestwa Polskiego odzwierciedlała niemalże tę zaistniałą w Belgii, pozostającej pod rządami Holendrów. Temat rewolucyjnych wypadków sierpniowych nie schodził z łamów „Gazety Polskiej”. Donosiła ona m.in. o zajściach w Brukseli z 29 sierpnia, kiedy to rozentuzjazmowany tłum, ruszając śladem Francuzów, rozpoczął walkę o niepodległość: „Wczoraj teatr był nadzwyczajnie napełniony. Dawano »Niemą z Portici« i prawie na wszystkie miejsca rewolucyjne odpowiadano oklaskami. Po skończonym przedstawieniu udał się wielki tłum ludu do biura ministerialnego dziennika »National« i powybijał okna […]. Na okrzyk: »Zróbmy tak jak Paryżanie!« […] wyłamano drzwi w ministerium sprawiedliwości, meble powyrzucano oknami i wszystko popalono […]. Strzały nie rozproszyły jednakże ludu; o godzinie 8 […] zaczęto bruk rozrywać, i tłumnie się gromadzić”. Wkrótce i Warszawę miało ogarnąć to samo rewolucyjne wrzenie, co Paryż i Brukselę. Atmosfera w stolicy gęstniała z dnia na dzień. 30 września na ul. Długiej przy Arsenale znieważony został publicznie prezydent miasta Karol Woyda, znany ze swej uległości względem władzy. Niemal na każdym murze widniały rewolucyjne hasła: „Belweder do wynajęcia od Nowego Roku!”, „Wiwat wolność, wiwat rzemieślniki!”. Podczas sztuki „Rozbójnicy mimo woli” wystawianej w Teatrze Rozmaitości publiczność z euforią przyjęła słowa: „Paryż! Paryż! Jedyne miasto, gdzie można się zabawić!”. Studenci manifestacyjnie paradowali w czamarkach, rozczytywano się w pamiętnikach Kilińskiego, a w kawiarniach rozbrzmiewały patriotyczne pieśni. Wielkim przeżyciem dla Polaków okazały się obchody 36. rocznicy rzezi Pragi, przypadające na 4 listopada. Owego pamiętnego dnia przez Warszawę przeszła straszna burza, a ulewne deszcze rozmyły cmentarz praski tak, iż na wierzch wypłynęły szczątki dawnych ofiar rzezi. Lud Warszawy zebrał się w tym miejscu i odprawiał modły za dusze pomordowanych. Nazajutrz młodzież akademicka wzięła udział w mszy rocznicowej w kościółku na Pradze, która przerodziła się w patriotyczną manifestację, zakończoną pobiciem kapitana żandarmerii Jurgaszki. Tymczasem sytuacja międzynarodowa stawała się coraz bardziej napięta. Krążyły słuchy o rosyjskiej interwencji przeciwko rewolucyjnej Francji i Belgii. Wreszcie „Gazeta Polska” przekazała 19 listopada nieoficjalną wiadomość o zarządzeniu przez Mikołaja I powszechnej mobilizacji armii polskiej. Oznaczało to, że wkrótce car wyruszy na Zachód, by stłumić ruchy wolnościowe w Europie, a w swoje szeregi wcieli siłą Polaków. Podchorążowie ze sprzysiężenia Wysockiego nie mieli już na co czekać. Wybuch powstania był nieunikniony. Nadchodził 29 listopada… „W salonie szkoły podchorążych odbywała się wtenczas lekcja taktyki. […] Wbiegłszy do sali zawołałem na dzielną młodzież: »Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba! Idźmy, a piersi wasze niech będą Termopilami dla wrogów«. Na tę mowę i z dala grzmiący odgłos: do broni! do broni! młodzież porwała karabiny, nabiła je i pędem błyskawicy poskoczyła za dowódcą” – jak wspominał na łamach „Gazety Polskiej” przywódca sprzysiężenia podchorążych Piotr Wysocki. Na fali walk powstańczych prasa odzyskiwała swój głos, a „Gazeta Polska” stawała się żywą księgą powstania. Twórcą zaś jej wielkiego sukcesu był Jan Nepomucen Janowski – od kwietnia 1831 r. redaktor naczelny pisma. W noc listopadową na okrzyki „Do broni!… za wolność!… za Polskę!…” połączył się z tłumem i dobiegł do Arsenału, gdzie rozdawano właśnie broń. Wówczas dostała się mu szpada Henryka Dąbrowskiego, z którą przebiegł ulice Warszawy, szukając nieprzyjaciela. „Wojaczka nie była jego rzeczą – pisał Teodor Tomasz Jeż – Na użytek powstania potrzebni byli żołnierze nie tylko ze szpadami, ale i z piórem w ręku”. I właśnie pióro stało się bronią Janowskiego podczas Powstania Listopadowego, gdy stanął na czele „Gazety Polskiej”. Dziennik pod jego redakcją zagrzewał rodaków do walki, wyrażał ich oczekiwania i nadzieje, umacniał wiarę w ostateczny tryumf narodu. Jednocześnie był krytyczny i polemiczny – śledził każdy krok dyktatorów i wywierał na nich presję. Walka z carskim despotyzmem, odzyskanie niepodległości i odrodzenie ojczyzny w jej porozbiorowych granicach to najważniejsze postulaty „Gazety Polskiej” w okresie Powstania Listopadowego.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze