Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

„Gazeta Polska” przeciw niszczeniu szkolnictwa i prześladowaniu młodzieży

Dodano: 14/06/2016 - numer 1444 - 14.06.2016
Na fali wypadków powstańczych roku 1831 „Gazeta Polska” ujawniała całą prawdę o martyrologii narodu, a zwłaszcza o dramatycznym losie młodego pokolenia Polaków w Królestwie Kongresowym i na Litwie. Z dziennika dowiadujemy się między innymi, że narzędziem niszczenia polskiej oświaty stała się tzw. „kuratoria”, która utrudniała „postęp naukowy uczącej się młodzieży”, pozbawiała pracy wielu dobrych nauczycieli, a uczniów dalszych perspektyw kształcenia. Najdotkliwsza kara stosowana przez kuratorów to wydalenie ze szkoły: „Dosyć było czapki nie uchylić przed kuratorem despotą, aby zasłużyć na imię buntownika i być oddalonym ze szkoły. Jak w prawie cywilnym kara śmierci, tak w szkolnym kara oddalenia jest ostatnią. Nie miała kuratoria tego na uwadze, ale w dziecku zawsze widziała zbrodniarza!!!” Za zbrodnię uchodziło nieopatrznie wymówione słowo, naiwny śmiech z „dziwactw podinspektorów”, a nade wszystko dziecięca spontaniczność. Dlatego zabroniono uczniom ruchu! Założenie było następujące: im mniej ruchu ma młody człowiek, tym staje się bardziej ociężały i „gnuśny”, a więc niezdolny do buntu. Takich właśnie wychowanków pragnęła ukształtować komisja oświecenia pod kierunkiem Stanisława Grabowskiego, zwanego powszechnie „ministrem zaciemnienia publicznego”. Gdy Litwini i Żmudzini wiosną 1831 r. chwycili za broń, „Gazeta Polska” stała się nie tylko wyrazicielką ich dążeń niepodległościowych, ale też odsłaniała bolesną prawdę o prześladowaniach, jakich doświadczyli ze strony caratu. A najniewinniejszą ofiarą despotycznej polityki imperatora stała się młodzież gimnazjalna i akademicka Wilna, której oskarżycielem, sędzią i katem został senator Nowosilcow. „Gazeta Polska” z 14 maja 1831 r. przypominała o procesie filomatów i filaretów – „kiedy w roku 1823 (na 1824) komitet śledczy pod prezydencją Nowosilcowa wydzierał rodzicom dzieci, napadał na szkoły, katował młodzież; a ustanowiony sąd wojenny […] dawał wyroki, skazując mniemanych zbrodniarzy na Sybir i w wieczne sołdaty”. Dopiero wybuch powstania dał Litwinom i Żmudzinom nadzieję na odzyskanie wolności i pomszczenie swoich dzieci zesłanych w głąb Rosji. Nie dziwi więc fakt podany przez „Gazetę Polską” 10 kwietnia 1831 r., że „powstaniu na Żmudzi i Litwie dał początek pastor Roeniker z miasta żmudzkiego Kroż, którego syn z Uniwersytetu Wileńskiego za przywiązanie do ziemi ojczystej na Sybir wywieziony został”. W roku 1824 Uniwersytet Wileński znalazł się w rękach dwóch najpodlejszych carskich zauszników – Nowosilcowa i Pelikana, których działania wpłynęły destrukcyjnie na funkcjonowanie uczelni, o czym czytamy w „Gazecie Polskiej” z 9 kwietnia 1831 r. Jan Nepomucen Janowski bohaterem swojego artykułu pt. „Przykład sprawiedliwości Moskiewskiej” uczynił Ignacego Żegotę Onacewicza – profesora historii na Uniwersytecie Wileńskim, którego w roku 1828 relegowano z uczelni i poddano ścisłemu nadzorowi policji. Onacewicz należał, według „Gazety Polskiej”, do „tych rzadkich ludzi, którzy […] opierając się wzrastającemu w Litwie zepsuciu i bezprawiom, mieli nieszczęście ściągnąć na siebie złość srogiego Pelikana […] i potężnego filaru despotyzmu północy, kuratora Nowosilcowa […]. Prześladowanym on jest nadto i z tego powodu, że wyświecając swymi badaniami dzieje narodowe, upowszechniał między wzrastającym pokoleniem niejedno wspomnienie niemiłe dla Moskali i stawał się winnym zbrodni patriotyzmu w oczach zaprzedanych despotom służalców”. Onacewicz stanął przed sądem grodzieńskim oskarżony o przynależność do organizacji Plemię Sarmatów. Chociaż został uniewinniony, aresztowano go ponownie i pod eskortą przewieziono do Białegostoku. Nie mogąc już dłużej znieść tak dotkliwej krzywdy, postanowił wypowiedzieć wojnę swoim prześladowcom, dochodząc sprawiedliwości u samego wielkiego księcia Konstantego. Dlatego sporządził specjalną „Notę”, informującą o wszystkich bezprawiach, których dopuszczali się na Uniwersytecie Wileńskim Nowosilcow z Pelikanem. Pisał między innymi o brutalnym postępowaniu wobec młodzieży podczas procesu filomatów i filaretów: „Wyrywano dzieci z łona ich rodziców, o północy, od stołu; zatrzymywano je na ulicy, w szkołach, w kościele; dręczono je sposobem okrutnym wprzódy nim zaczęto badać. Ileż to scen tragicznych! Między innymi Marian Piasecki, wyskakując oknem z drugiego piętra, złamał sobie nogę, Terajewicz poderżnął sobie gardło, pani Glazer doznała pomieszania zmysłów z okoliczności nieszczęścia syna”. „Nota” Onacewicza kompromitująca Nowosilcowa i jego popleczników dotarła do rąk cesarzewicza, który 10 stycznia 1830 r. wezwał do siebie odważnego uczonego. Co wyniknęło z tej konfrontacji? Czy Konstanty stanął po stronie prześladowanego profesora, czy ujął się za bezkarnym kuratorem? O tym dowiemy się z najnowszego numeru tygodnika. Sięgając natomiast do artykułu Okrucieństwa moskiewskie na Litwie (21 VII 1831), staniemy się świadkami prześladowań studentów wileńskich w okresie powstania listopadowego. Dziennik ujawnia bowiem, że gdy powstańcy próbowali zdobyć Wilno, młodzież akademicką, odciętą od rodzin i pozbawioną środków do życia, zmuszono do pozostania w obleganym mieście. Powszechne zdziwienie wywołał więc fakt, że decyzję nagle zmieniono, nakazując młodzieży, by natychmiast opuściła Wilno. Pozostawiona sama sobie podczas wojennej zawieruchy wyruszyć musiała w niebezpieczną podróż. Porozstawiani po drogach Kirgizi czekali już na bezbronnych uczniów…
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze