IV Rzesza niekoniecznie z obozami koncentracyjnymi

GEOPOLITYKA \ NAZYWAMY PO IMIENIU

numer 1463 - 06.07.2016Publicystyka


Okładka ubiegłegotygodniowego numeru „Gazety Polskiej” wywołała oburzenie bojowników o pokój (Frieden) i porządek (Ordnung) w Unii Europejskiej. Przyjaciele Berlina nie lubią, gdy wypomina się Niemcom jakiś „drobny” epizod z Hitlerem czy III Rzeszą. Jednak współcześni Polacy nie mają kompleksów i nie cenzurują swoich skojarzeń: mamy obawy o totalną dominację Niemiec w Europie.

Anglojęzyczny internauta, użytkownik Twittera, słynący z oszczerstw wobec środowisk konserwatywnych w Polsce, zadrwił z okładki „Gazety Polskiej”. Jego adherenci wyzywają redakcję i czytelników tygodnika od „idiotów” i „psychopatów”. Znamienne, ten internauta (o pseudonimie Exen), jako motto swojej działalności publicystycznej wziął sobie słowa: „polskie robactwo”. Cóż, kanclerze II i III Rzeszy biją brawo zza grobu.
Tymczasem porównanie obecnych dążeń Berlina z polityką prowadzoną przez niego w przeszłości nasuwa się nawet laikom, którzy historię choćby tylko liznęli, a geografię znają z podstawówki (nawet tej sprzed reformy PiS-u). Rzesza bowiem, jak sama nazwa wskazuje, „zrzeszała”, czasem nawet dobrowolnie, różne podmioty polityczne, skupione wokół jednego ze środkowo-zachodnich liderów: Wiednia lub Berlina. Pierwsza Rzesza trwała lat 900, druga 50, trzecia 12, może więc tendencja się utrzyma i czwarta zawali się zaraz po ogłoszeniu.
Polskie weto na niemieckie wybielanie
Redakcja „GP” na okładce opublikowała swastykę przebijającą flagę Unii Europejskiej, co oczywiście paraliżuje Niemców, skoro przez siedem dekad pracowali nad wymazaniem swojej odpowiedzialności za Holokaust, nazizm, rasizm, eksterminację ludności uznanej przez siebie za „robactwo” oraz za wywołanie II wojny światowej. Germanofile może byliby zadowoleni, gdyby okładkę tygodnika przebijało godło I lub II Rzeszy, zwłaszcza że czarny orzeł słabo by się kojarzył czytelnikom ze zbrodniami, których nie brakło także w czasach, gdy Adolfa Hitlera nie było jeszcze na świecie. Zatem mówić o Niemcach wolno tylko dobrze albo wcale, ewentualnie w zawoalowanych znakach, których nikt nie zrozumie. O intencjach Berlina tak samo – chcą pokoju, ładu, uratowania uchodźców, rozwoju gospodarczego, słowem, kraj świętych ludzi i błogosławionej polityki. Dowodzą tego polskie tabloidy budowane na niemieckim kapitale, milczące o planach ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera, choć przecież – jak to tabloidy – sprzedałyby się dobrze i przykuły uwagę czytelników. Ale co tam, Polaczków („robactwo”) nie zainteresuje, że niemiecki żołnierz na polskich ulicach krzyczący „Halt” to prawdopodobna perspektywa, wszak Hitler panował nad narodem nazistów, a ziemię na Śląsku i Pomorzu wykupują Europejczycy – czyli też nie wiadomo kto



zawartość zablokowana

Autor: Jakub Augustyn Maciejewski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama