W krysztale pomyje

SPRZEDAM DUSZĘ, TANIO

Numer 125 - 06.02.2012Kultura

„Polityka dla mnie to w krysztale pomyje” – wyrzęził Witkacy w piosence Jacka Kaczmarskiego. Kiedy ogląda się najnowszy film George’a Clooneya „Idy marcowe”, można się z Witkacym zgodzić: obcujemy z czymś nieskończenie obrzydliwym.

Główny bohater, Stephen Meyers (znów świetny Ryan Gosling), jest rzecznikiem prasowym gubernatora Mike’a Morrisa (George Clooney) w trakcie prawyborów. Stawka jest wysoka: gra toczy się o nominację na kandydata Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich. Meyers z młodzieńczą naiwnością wierzy w Morrisa, łyka kiełbasę wyborczą, którą bardzo często sam wytwarza. Zresztą Morris wydaje się czarującym człowiekiem. Jego szczery uśmiech i poczucie humoru sprawiają, że widz zaczyna mu ufać, nabiera przeświadczenia, że taki prezydent może coś faktycznie zmienić.
Wyścig o tron – bo jak inaczej nazwać fotel w Białym Domu – to krwawa łaźnia. Zaglądamy za kulisy i brudy zaczynają wypływać. A płyną zrazu subtelnym strumyczkiem. Nie ma świętych. Nie ma nawet ludzi dobrych. Gdzieś po drodze w trakcie przeraźliwej gonitwy spadają maski. Meyers przechodzi chrzest ognia. Ale płomienie nie działają oczyszczająco. Wręcz przeciwnie: wypalają. To, co było wiarą, zamienia się w cynizm. A po drodze cierpią niewinni. Za cudze draństwo płacą własnym, młodym życiem.

Film jest dobry. Jak nie lubię filmów o polityce, jak nie przepadam za Clooneyem, tak muszę przyznać, że spędziłam półtorej godziny, gryząc paznokcie



zawartość zablokowana

Autor: Ola Koehler


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama