Rola faworyta to  dla mnie nic nowego

Najpierw trzeba przegrać, żeby potem wygrać. W Londynie miałem  trzy próby spalone i w ogóle nie zostałem sklasyfikowany. Od tego czasu systematycznie rok po roku robię postępy, wdrapuję się na szczyt. Sportowy Mount Everest chcę osiągnąć właśnie w Rio.

Chyba nie można na igrzyska jechać w lepszym nastroju niż w Twoim wypadku…
Jestem jeszcze trochę zmęczony. To uczucie towarzyszy mi od jakiegoś czasu, sporo ostatnio podróżowałem, do tego doszły obowiązki pozasportowe. Zdrowie mi trochę podupadło, przeziębiłem się. Organizm jest osłabiony.

Odpocząć uda się przed Rio?
Wystarczy więcej snu i regeneracji, no i muszę wyleczyć ten zatkany nos. Ale to nie będzie żaden problem. Na pewno przed startem w Rio czeka mnie jeszcze odrobina ciężkiej pracy i mocnego systematycznego treningu. Wszystko po to, żeby przed startem powoli zacząć schodzić z obciążeń i łapać świeżość.
Nie będą to Twoje pierwsze igrzyska, startowałeś już przed czterema laty w Londynie…
Najpierw trzeba przegrać, żeby potem wygrać. Tak sobie powtarzam, gdy ktoś mnie pyta o poprzednie igrzyska. Pozytyw jest taki, że gorszego startu niż w Londynie nie mogę już mieć. Wtedy miałem trzy próby spalone i w ogóle nie zostałem sklasyfikowany. Od tego czasu systematycznie rok po roku robię postępy, wdrapuję się na szczyt. Sportowy Mount Everest chcę osiągnąć właśnie w Rio.


Wyobrażasz sobie, że nie wrócisz z Brazylii bez złota?
Od nas oczekuje się sukcesów. Ale to trochę tak, jakby reprezentacja w piłce nożnej wygrała 30 meczów z rzędu, zakwalifikowała się na mistrzostwa i wszyscy by oczekiwali, że na Euro czy jakimś innym turnieju wygra kolejnych osiem i zdobędzie tytuł. Sport taki nie jest. Wynik jest wypadkową wielu czynników, jak chociażby dyspozycja dnia. Jestem stawiany w roli faworyta, nazdobywałem już trochę medali, konkursów też trochę udało mi się wygrać. Zdążyłem się przyzwyczaić do wygrywania. Wiem, że kiedy stanę na starcie w Rio, to sam na siebie wywrę presję, aby osiągnąć sukces i rzucać jak najdalej.
Anita Włodarczyk często powtarza, że W większości konkursów rywalizuje sama ze sobą. Też tak masz?
Anita to w ogóle inna bajka. Ona jak zaliczy daleki pierwszy rzut powyżej 75–76 m, to już wygraną ma praktycznie w kieszeni i koncentruje się tylko na wyniku. W moim wypadku też tak parokrotnie się zdarzało. Jechałem na zawody i wygrywałem z 5–6-metrową przewagą. To dość trudne dla sportowca, ale pamiętajmy o tym, że człowiek ma zawsze coś, z czym musi się mierzyć. Chociażby jak to moje przeziębienie.


Ktoś w ogóle może Ci zagrozić?
Organizm zawsze jest największym rywalem. Wszystko musi być na swoim miejscu, nie tylko jeśli chodzi o formę sportową, ale także o głowę. Można być superprzygotowanym, a potem spalić trzy próby i cała praca na nic.

Trudno radzić sobie z rolą kandydata numer 1 do złota?
Rola faworyta nie jest mi obca od dwóch lat. Szczerze mówiąc, nie ma to dla mnie znaczenia. Ja sam pracuję na swoje sukcesy. Cztery lata temu to nikt inny, tylko ja zawaliłem start w Londynie, teraz chcę być po zawodach w zupełnie innym nastroju.

Igrzyska w Brazylii będą się toczyły w cieniu afery dopingowej, która wybuchła w Rosji. Rosyjskich lekkoatletów nie zobaczymy w Rio. A czy nie powinna zostać wykluczona cała reprezentacja?
Jeśli ja miałbym taką sytuację u siebie w kraju, to na pewno walczyłbym o to, aby mnie dopuszczono do startu. To zrozumiałe, że są osoby, które nie stosują dopingu i chcą rywalizować z innymi na normalnych zasadach. MKOl postawił jasne warunki. Jeśli ktoś jest czysty, to nie ma się czego obawiać. Ale to, co Rosjanie zrobili w Soczi, nie przebije niczego. Jak czytałem o dziurach w ścianach, przez które wynoszono próbki z laboratorium, to nie mogłem w to uwierzyć.

Do Ciebie jako sportowca docierały plotki, że Rosjanie mogą się aż tak koksować?
Zewsząd było słychać jakieś dziwne historie, a w każdej plotce jest ziarno prawdy. Wyniki też muszą się skądś wziąć. Nie może być tak, że gość pojawia się znikąd i nagle bije rekordy. W sporcie nie ma dróg na skróty. Trzeba ciężko trenować, żeby zdobywać medale. Mistrzostwa Europy w Amsterdamie pokazały, że jeśli sport jest czysty, to Polaków stać na osiąganie świetnych wyników. Wierzę, że w Rio będzie podobnie.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze