Wiech nabity w kant

Dwa dni temu minęła 120. rocznica urodzin Wiecha, który wciąż niestety – nawet w samej stolicy – nie został należycie doceniony. Warszawa bez humoresek Stefana Wiecheckiego byłaby jak Paryż bez litografii Daumiera czy Londyn bez rysunków Gavarniego. Nikt trafniej nie sportretował jej mieszkańców – w całej ich różnorodności – nikt dokładniej nie zbadał wielkomiejskiego pulsu stolicy. Z kilku rozmaitych gwar, które krzyżowały się na Kercelaku – słynnym przedwojennym targowisku na Woli – pisarz stworzył osobną mowę, która szybko stała się nieoficjalnym, samoistnie ewoluującym językiem starej Warszawy. A przecież na uznanie zasługuje nie tylko twórczość i genialny słuch literacki Wiecha, lecz także jego piękny, choć pozbawiony ekstrawagancji życiorys. Matura w 
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze