Własna siła

numer 1501 - 20.08.2016Opinie



 

W listopadzie odbędą się wybory prezydenckie w USA. Nowy lokator Białego Domu, czy będzie to Hillary Clinton, czy Donald Trump, zapewne będzie miał znacznie cieplejszy stosunek do Moskwy niż Reagan. Kilka miesięcy po tym, jak nowy prezydent USA rozpocznie urzędowanie, odbędą się ważne dla Europy wybory. François Hollande raczej na pewno nie obroni stanowiska, tak jak nie obronił go jego konkurent sprzed czterech lat – ale też może i za rok – Sarkozy. Prezydentem Francji może zostać też centroprawicowiec nawiązujący do myśli gen. de Gaulle’a, ale bez elektoratu negatywnego (Juppé?). Wreszcie, w RFN kanclerzem, choć niektórym wydaje się to wręcz nieprawdopodobne (polityka imigracyjna!), pozostać może Angela Merkel. Jednak nie można też wykluczać powstania lewicowej koalicji rządzącej. Co z tego wynika dla Polski? Będziemy współpracowali z każdym prezydentem USA, kanclerzem w Berlinie i prezydentem Francji. Możemy mieć swoje sympatie, ale też i obawy – interes Polski jest jednak ważniejszy niż, choćby uzasadnione, ideologiczne i polityczne zastrzeżenia. Rzeczpospolita musi i tak przede wszystkim budować własną siłę, aby nowe władze USA, Francji i Niemiec musiały się z nami jeszcze bardziej liczyć.



Autor: Ryszard Czarnecki