To może naprawdę drogo kosztować

fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Sposób, w jaki minister Anna Zalewska zapoznaje społeczeństwo z planowanymi zmianami w oświacie, szczególnie o losie gimnazjów, przypomina rozmowę nastolatki z ojcem. Oto, wysiadając z auta przed szkołą, 16-letnia pociecha rzuca: „Powiedziałabym ci coś, tatusiu, ale nie powiem, bo byś się bardzo zaniepokoił”. Podobny efekt mają wypowiedzi pani minister, że „nie będziemy mówić o szczegółach, bo istnieje niebezpieczeństwo dowolnego interpretowania każdego słowa”. Reforma edukacji to obszar, który wymaga zarówno bardziej przekonującego przygotowania, jak i ogromnej pokory. Impet, który w sprawach symbolicznych (jak uchwały) i jednoznacznie pozytywnych, jak 500+, był korzystnym modus operandi, zaczyna być dla rządu niebezpieczny, gdy dochodzi do spraw bardziej skomplikowanych, gdzie można znaleźć i plusy, i minusy. Przykład Trybunału Konstytucyjnego czy ustawy o mediach narodowych pokazał, że nawet w działaniach o nieporównywalnie mniejszej skali nie wszystko daje się zmienić w jedną noc. A błędy w edukacji mogą nas wiele kosztować. PiS zaś może za to zapłacić decydującymi punktami poparcia.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl