190 lat „Gazety Polskiej” Józef Ignacy Kraszewski na czele „Gazety Polskiej”

Dodano: 13/09/2016 - numer 1521 - 13.09.2016
190 lat  „Gazety Polskiej” \ Kraszewski wskrzesza romantyczny mit Słowian, którzy przez wieki nie stracili nic ze swej prostoty, łagodności i „wiekuistej tęsknicy rozlanej w pieśniach, widocznej w obyczajach, która ducha ich nieustannie podnosiła ku niebiosom”. Wierzyli w życie pozagrobowe i nieśmiertelność duszy. Byli urodzonymi poetami. O Kraszewskim i jego twórczości na łamach dziennika przeczytają Państwo w dodatku do najbliższego numeru „Gazety Polskiej”.

Część 1 Agnieszka Kowalczyk

W początkach lat 60. XIX w. „Gazeta Polska”, wydawana z rozmachem i redagowana przez czołowych przedstawicieli nauki i kultury, znalazła się w samej czołówce ówczesnej prasy. Z dnia na dzień wzrastała liczba jej prenumeratorów – w roku 1860 liczyła ich 5 tys., w 1861 r.
– 7 tys., a w 1862 r. ustanowiła absolutny rekord, osiągając niespotykaną do tej pory liczbę 8 tys. czytelników. Swój sukces zawdzięczała przede wszystkim nowemu redaktorowi naczelnemu – Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu. W momencie, gdy stawał u steru naszego dziennika, był już cenionym powieściopisarzem, doświadczonym publicystą, wielkim autorytetem dla rodaków.
Na łamach „Gazety Polskiej” Kraszewski debiutował drukowanym w odcinkach studium obyczajowym „Dziś i lat temu trzysta”. Sam pomysł był nie lada oryginalny i zakładał porównanie życia w dawnej i współczesnej Polsce. Bohaterem szkicu uczynił nie kogo innego, jak samego Mikołaja Reja z Nagłowic, chwalcę ziemiańskiego żywota, ojca literatury polskiej, który wypowiedział znamienne słowa: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają,  iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Kraszewski w swoim tekście o Reju podszył się niejako pod autora „Żywota człowieka poczciwego”, by oczami szlachcica sprzed stuleci spojrzeć na wiek XIX i z tej perspektywy ocenić swoich współczesnych. 
Niewątpliwym walorem tekstu o Reju jest jego język. Dokonując świetnego pastiszu, Kraszewski naśladuje po mistrzowsku styl wypowiedzi XVI-wiecznego szlachcica z Nagłowic, co wywołuje niejednokrotnie mimowolny uśmiech u czytelnika. Nie ma co ukrywać, że język Reja dziwi nas, bawi i śmieszy, wydaje się momentami niezrozumiały i anachroniczny, ale zawsze pociąga swoją dawnością, jest przekonujący, wiernie oddaje prawdę o epoce. W nim to najpełniej wyraża się duch dawnej Polski szlacheckiej. Kraszewski czyni wszystko, by go wydobyć: „Kto nie czytał, nie domyśli się ognia, życia, rubaszności, narodowości tej mowy z żywych ust wziętej i niepolerowanej wcale, ale też rodzime cechy zachowującej. Nie zlęknie się Rej wyrazu, nie powstydzi  nazwać psa psem, a łotra nicponiem. Nie jest to mistrz na wzorach kształcony, co by się wielce pięknym słówkiem frasował, ale potężny malarz, który niewykończone obrazy robi lada miotłą na ścianie…, a przecie patrząc na nie, życie w nich czujesz”.



Po objęciu redakcji dziennika Kraszewski wytyczył sobie ambitny cel odkrywania przed swymi czytelnikami długiej i skomplikowanej drogi rozwoju cywilizacji w Polsce. Opublikował więc cykl wykładów o prapoczątkach naszego państwa. Jego podróż w zamierzchłe dzieje Polski rozpocznie się od pogańskiej Słowiańszczyzny, bo „z łona tego ludu powstała narodowość nasza”. Kraszewski wskrzesza romantyczny mit Słowian, którzy przez wieki nie stracili nic ze swej prostoty, łagodności i „wiekuistej tęsknicy rozlanej w pieśniach, widocznej w obyczajach, która ducha ich nieustannie podnosiła ku niebiosom”. Wierzyli w życie pozagrobowe i nieśmiertelność duszy. Byli urodzonymi poetami. Kraszewski jest przekonany, że Słowianie stali cywilizacyjnie wyżej od innych nieochrzczonych ludów, o czym świadczył ich gminowładczy system rządów, prawo, pismo i sztuka sakralna.
Niezniszczalnymi zaś pomnikami życia narodu są w przekonaniu pisarza jego pieśni, bo jak stwierdza: „narody, które nie mają pieśni, nie mają dziejów”. Wiele więc uwagi poświęca naszej ojczystej pieśni – tej z zamierzchłych czasów pogańskiej Słowiańszczyzny i tej zrodzonej już z ducha chrześcijańskiego. Słowianie zaś szczególnie ją umiłowali. Stare kroniki według pisarza mówią o ludziach znad Bałtyku, „których Grecy schwytali zbłąkanych i niosących gęśle w ręku, a idących w szeroki świat bez broni, z pieśnią tylko. Byli to Słowianie, którzy spytani o kraj swój, nazwali go krainą pokoju i pieśni”.
Wraz z Kraszewskim sięgniemy też do starych kronik, by zagłębić się w sferę rycerskiej obyczajowości. Dowiemy się np., że za czasów Krzywoustego rycerstwo gromadziło się w przeddzień bitwy w lesie, przy pniu ściętego drzewa, by o brzasku uczestniczyć we mszy do Najświętszej Panny. Potem zaś, otaczając swego wodza, słuchało jego mowy przed rozpoczęciem walki i podnosząc dzidy do góry, z pieśnią „Bogurodzicy” na ustach, ruszało na nieprzyjaciela – najpierw jazda z włóczniami, a potem mieczowi. Wreszcie na placu boju dostrzegamy postać samego wojującego Bolesława, który z osiemdziesięcioma towarzyszami uderzył na trzy tysiące Pomorzan: „puszcza się sam na nich,  walczy, z konia pod nim dobyto wnętrzności, podają mu innego, pocięty, rozbity, stłuczony, ledwie się daje wywieźć z nierównej walki”. Po zwycięskiej bitwie król nagradzał najwaleczniejszych darami z łupów i jeńców, kosztowną odzieżą, łańcuchami, pasowaniem na rycerzy bądź nadaniem ziemi. Tchórzowi zaś posyłał kądziel lub skórkę zajęczą – „pierwszą, by siedział doma z niewiasty, drugą, by się nią okrył, naturę mając zajęczą”.
Podsumowując swoje rozważania nad dziejami cywilizacji w Polsce, autor „Odczytów” apelował do współczesnych, by mieli świadomość swojego wielkiego rodowodu, ale i świadomość własnej misji cywilizacyjnej, która, wspierając się na rycerskich i chrześcijańskich ideałach przeszłości, tworzyć będzie przyszłość narodu: „Myśmy nie zacofali się w tych wiekach… jasno widzieliśmy cel, kochaliśmy prawdę, Boga, kraj, braci, a co większa, umieliśmy się podnieść aż do miłości nieprzyjaciół.  To, co w tej uczyniono epoce, jest podwaliną przyszłej pracy, na niej opiera się wszystko, z tego zarodka wykluwa przyszłość”.
 
Józef Ignacy Kraszewski, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” w latach 1859–1862
 
Artur Grottger „Wyprawa”
 
Po objęciu redakcji dziennika Kraszewski wytyczył sobie ambitny cel odkrywania przed swymi czytelnikami
długiej i skomplikowanej drogi rozwoju cywilizacji w Polsce. Opublikował więc cykl wykładów
o prapoczątkach naszego państwa. Jego podróż
w zamierzchłe dzieje Polski rozpocznie się od pogańskiej Słowiańszczyzny, bo „z łona tego ludu powstała narodowość nasza”.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze