Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Józef Ignacy Kraszewski na czele „Gazety Polskiej”. Podróże po Polsce i Europie

Dodano: 27/09/2016 - numer 1533 - 27.09.2016
Józef Ignacy Kraszewski jako redaktor naczelny „Gazety Polskiej” postawił sobie ambitny cel odkrycia przed swymi czytelnikami współczesnego oblicza Europy. Jego absorbujące reportaże z Austrii, Italii, Francji, Belgii i Niemiec powstawały zwykle na gorąco, w pędzącym pociągu, dyliżansie, w przydrożnej karczmie czy pokoju hotelowym. Cały natłok myśli, niesamowitych wrażeń i ciekawych obserwacji przelewał od razu na papier. W ten sposób zrodziły się drukowane w „Gazecie Codziennej” i „Gazecie Polskiej” „Kartki z przejażdżki po Europie w r. 1858” oraz dziesiątki  listów z podróży, w których rozczytywali się wszyscy, a zwłaszcza miłośnicy zagranicznych wojaży.

Kraszewski, wyruszając w pierwszą podróż po Europie, postanowił rozpocząć ją od miejsca, w którym bije serce Polski, od Wawelu, gdzie każdy kamień mówi o wielkiej przeszłości ojczyzny. Stare zamczysko królewskie ujrzał pisarz „zepsute nie do poznania”, odarte z całego majestatu i otoczone murami cytadeli. Oko próżno szukałoby tu śladów dawnych wspaniałości, „natrafiając tylko na smutnie, zimno białe, odtynkowane na nowo ściany, nad które weselszą jest nawet mchem i bluszczem pokryta ruina”. Na dziedzińcach wawelskich roiło się od żołnierzy austriackich, pradawna siedziba Piastów i Jagiellonów okazała się bowiem w czasach narodowej niewoli obiektem antypolskiej polityki zaborcy. Na mocy traktatu porozbiorowego Austriacy opanowali Kraków w roku 1796.  Po kilku latach wawelskie komnaty przemianowali na koszary wojskowe, a kościoły św. Michała i św. Jerzego zburzyli, wyznaczając w tym miejscu plac do manewrów wojskowych. Potem w zamku urządzono przytułek dla krakowskich nędzarzy i Dom Pracy Przymusowej, a po klęsce powstania krakowskiego powrócili tu znów żołnierze austriaccy, a Wzgórze Wawelskie przekształcono w cytadelę.

Zbezczeszczenie zamku królewskiego sprawiło, że duchowe centrum polskości stanowiła teraz katedra wawelska. „Patrzący na los swego zamku królewskiego Polacy – pisze Ewa Miodońska-Brookes – zaczynali w nim widzieć swą zburzoną Troję, swój utracony Syjon, swoją Jerozolimę, z której kamień nie zostanie na kamieniu. Żywa idea godności królestwa zdawała się trwać tylko jako nekropolia we wnętrzu i podziemiach katedry wawelskiej”, która od początku swego istnienia stanowiła cel pielgrzymek tysiąca pątników. Centrum katedralnej sakrosfery i najważniejsze miejsce kultu wyznaczał grób św. Stanisława, patrona Krakowa i całej Polski. Jego droga do świętości stała się symbolicznym wyobrażeniem losów ojczyzny podzielonej między zaborców, która, jak wierzono, zrośnie się tak samo jak niegdyś cudownie zrosło się ciało naszego męczennika. To narodowe sanktuarium Polaków mogło podzielić losy zamku wawelskiego, gdyż Austriacy planowali usunąć z katedry groby królów polskich, a ją samą przemianować na kościół garnizonowy bądź całkowicie zamknąć. Do profanacji jednak nie doszło, bo sami Polacy uratowali katedrę, przeobrażając królewską nekropolię w heroon – miejsce pochówku współczesnych bohaterów ojczyzny, a jako pierwsi spoczęli tu Józef Poniatowski (1817 r.) i Tadeusz Kościuszko (1818 r.)



W 1860 r. redaktor „Gazety Codziennej” otworzył podwoje katedry wawelskiej przed swymi czytelnikami, by mogli doświadczyć wielkiej przeszłości Polski w przestrzeni narodowej nekropolii. „Wrażenie, jakie czyni katedra, wielkie jest i przejmujące – pisze Kraszewski – tu czujesz prochy Jagiellonów pod stopami. Na każdym kroku zatrzymują cię zagrobowym wejrzeniem to biskup w infule kamiennej z księgą w ręku stwardniałą, to rycerz w hełmie zbrojny z mieczem marmurowym, to król w koronie z berłem białym jak całun, to niewiasta z różańcem przyrosłym do pasa… a ponad wszystkim trupie głowy i godła śmierci. Czujesz, że to nekropolis wieków, ludu, dynastii, idei, rodzin i bohaterów bezdzietnych”.

Kraków urzekł Kraszewskiego niepowtarzalną atmosferą miasta „mówiących kamieni”, które nazwie w przyszłości „relikwiarzem na piersiach Polski”. Toteż żegnał go z żalem tym większym, że teraz zmierzał w stronę Wiednia, wjeżdżał w „zniemczałe kraje”, w ziemie naszych zaborców. Miał wrażenie, że im dalej od ojczyzny, tym bardziej świat, który ogląda, pomniejsza swoje rozmiary. Wszystko w nim było jakieś małe, ciasne, oszczędne i ascetyczne: „Każde kawalątko ziemi zużytkowane, pokrajane na cząsteczki skąpo, pociupane. Spotykasz cmentarz: umarłym w nim ledwie tyle miejsca dano, by nowy grób kopiąc, nie wywrócono starego, leżą uszykowani jak żołnierze, chatka, choć śliczna i czysta, ale malutenieczka, kościół niski, maciupki, dwór boi się rozsiąść, droga jak tasiemka… Prawda, że za to porządnie, miło, z ładem, ale trzeba być małym człeczkiem, aby w tej klatce wytrzymać”.
Do austriackiej stolicy nasz podróżny dostał się słotną porą, nie bez kłopotów i nieprzyjemności. Posądzono go o przemyt tytoniu i wiele godzin przesłuchiwano na deszczu, a potem dokonać musiał cudów, by znaleźć nocleg. Chodził od drzwi do drzwi kolejnych hoteli, by wreszcie znaleźć się w najdroższym. W wynajętym pokoju panowała niesamowita ciasnota. Pomiędzy stertą mebli i sprzętów ledwo się można było poruszać. Te wiedeńskie, niby to ekskluzywne pokoiki, przypominały Kraszewskiemu „pudełka na ludzi”. Jego przyjaciel wyraził swe oburzenie, że potomkowie Jana III Sobieskiego mogą być tak źle przyjmowani w ocalonej przez pradziadów stolicy. Czy Kraszewskiemu spodobał się Wiedeń i jego mieszkańcy? O tym dowiedzą się Państwo w najbliższym numerze tygodnika.
 
Kraków urzekł Kraszewskiego niepowtarzalną atmosferą miasta „mówiących kamieni”, które nazwie w przyszłości „relikwiarzem na piersiach Polski”. Toteż żegnał go z żalem tym większym, że teraz zmierzał w stronę Wiednia, wjeżdżał w „zniemczałe kraje”, w ziemie naszych zaborców. Miał wrażenie, że im dalej od ojczyzny, tym bardziej świat, który ogląda, pomniejsza swoje rozmiary.

     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze