Życie jest najpiękniejsze

numer 1694 - 07.04.2017Wywiad

WYWIAD Z BRUNONEM HOŁYSTEM, PROFESOREM NAUK PRAWNYCH, KRYMINOLOGIEM, PIONIEREM SUICYDOLOGII W POLSCE, PREZESEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA SUICYDOLOGICZNEGO, ROZMAWIA WOJCIECH KAMIŃSKI.

Dziś problemem nie jest wybór między życiem i śmiercią. Dziś ludzie dokonują wyboru między jakością życia a śmiercią. Ludzie nie chcą żyć byle jak. Nawet ci z najbiedniejszych warstw mają tendencję, żeby od razu żyć dobrze.
Mamy porozmawiać o narastającym problemie samobójstw. Jednak każde pytanie, które mógłbym zadać, w perspektywie dramatycznej śmierci samobójczej wydaje mi się banalne.
Zgadzam się z panem.
Musimy jednak zmierzyć się z tą trudnością. Zacznę więc banalnie. Dlaczego według szacunków od 60 do 90 tys. Polaków rocznie decyduje się odebrać sobie życie? Dokładniej mówiąc, podejmuje próby samobójcze?
Żaden człowiek nie chce umierać. Decyduje się na samobójstwo, bo – w swojej ocenie – znalazł się w takiej sytuacji, że nie chce, nie może kontynuować życia.
Jakie to są sytuacje?
Wyjątkowo traumatyczne, tak trudne, z powodu których nie dostrzega się sensu życia. A kiedy pojawia się bezsens życia, podejmuje się dramatyczną decyzję o samobójstwie.
W swojej wieloletniej praktyce spotkałem się z ludźmi, którym nie udała się próba odebrania sobie życia. Nie mieli sił, aby to uczynić, ale jednocześnie nie starczyło im sił, aby żyć. A kiedy w grę wchodziła nieudana próba samobójcza, bo człowiek nie zastosował adekwatnych środków prowadzących do śmierci, ale potem wielokrotnie usiłował popełnić samobójstwo z podobnym skutkiem, to jednak w końcu osiągał swój cel i umierał.
Nadal nie rozumiem, dlaczego człowiek wybiera śmierć, a nie życie.
Dziś problemem nie jest wybór między życiem i śmiercią. Dziś ludzie dokonują wyboru między jakością życia a śmiercią. Ludzie nie chcą żyć byle jak. Nawet ci z najbiedniejszych warstw mają tendencję, żeby od razu żyć dobrze.
Skąd się to bierze?
Obserwują innych ludzi, którym wiedzie się superdobrze. Pytają samych siebie: Dlaczego on ma dobrze, a nie ja? Czy mogę sobie poprawić standard życia, jak mogę to uczynić? Jeżeli dochodzą do wniosku, że nie mają takich możliwości, że są bezsilni i nie mają szans na poprawę swojej egzystencji, popełniają samobójstwo.
Wydaje się, że ten pęd do życia na wysokim poziomie dominuje w miastach, a tymczasem najwięcej samobójstw jest na wsiach.
20 lat temu była inna sytuacja. Dziś wieś się urbanizuje. Zacierają się różnice między wsią a miastem. Te zjawiska, które kiedyś były właściwe tylko miastu, teraz stają się udziałem wsi. I liczba samobójstw szybciej wzrasta na wsi. Mieszkaniec wsi, aby poradzić sobie z problemami, często odwołuje się do natury, jeżeli w ten sposób nie uzyskuje satysfakcji, decyduje się na śmierć.
Brak możliwości spełnienia wysokich aspiracji dotyczących poziomu życia nie jest chyba jedynym wyjaśnieniem problemu? W statystykach samobójstw przodują dentyści, a przecież to majętna grupa.
Na całym świecie jest duży odsetek samobójców wśród lekarzy dentystów. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć. Wskażę na jeden z czynników. Dentyści to często ludzie sukcesu. Jeżeli przeżywają niepowodzenie, to tak właśnie na nie reagują.
Czy decyzja o odebraniu sobie życia jest wynikiem choroby psychicznej?
Nierzadko tak jest, ale proszę zwrócić uwagę, że samobójstwo nie jest tylko zjawiskiem psychiatrycznym. Pewien polski bogaty biznesmen przegrał majątek w Monte Carlo – to prawdziwe zdarzenie – i popełnił samobójstwo. On nie był chory psychicznie. U osoby, która podejmuje decyzję o popełnieniu samobójstwa, następuje zawężenie świadomości. Koncentruje się ona jedynie na swoim problemie. Nie antycypuje skutków swojej decyzji. Na przykład nie myśli o tym, że po jej samobójczej śmierci będą cierpieli inni ludzie, że pogorszy się sytuacja materialna przynajmniej 10 osób. Studentom tłumaczę to w ten sposób: Wyobraźcie sobie, że promotor pracy magisterskiej popełnia samobójstwo w maju. A wtedy studenci mówią: A niech cię cholera, nie mogłeś poczekać aż się obronimy; nie mogłeś popełnić samobójstwa we wrześniu, kiedy bylibyśmy już po egzaminach.
Czyn profesora przysparza problemów kilkudziesięciu osobom.
Kiedy Ernest Hemingway popełnił samobójstwo, osierocony był cały świat. Ludzie już nie przeczytają książek, które mógłby napisać.
O śmierci samobójczej mówi się najczęściej z perspektywy ofiary, a nie osób, które ona pozostawiła.
Ci, którzy zostają, cierpią. Nieboszczyk już nic nie odczuwa, ale ci ludzie, którzy zostają, cierpią. Im człowiek ma wyższą pozycję, tym pozostawia po sobie większą liczbę ofiar. Na przykład utrzymywał całą rodzinę, a teraz pozostała ona bez środków do życia. Do tego dochodzą problemy z wychowaniem dzieci itd.
Czy negatywna ocena samobójstwa istnieje tylko dlatego?
Przyznam, że przeszedłem ewolucję. Kiedy 50 lat temu zacząłem się interesować problematyką samobójstw, miałem negatywny sąd o osobach, które odbierają sobie życie. Teraz staram się zrozumieć motywy, które nimi kierowały. Jest to jednak prawie niemożliwe, trzeba to po prostu przeżyć. Łzy innych osób są dla nas czystą wodą.
Największą tragedią jest utrata dziecka. Nie ma większej tragedii. Żonę można zastąpić inną, męża, przyjaciela, ale nie dziecko. I teraz, jeżeli z uwagi na bliski kontakt z rodzicami jesteśmy na takim pogrzebie, to oczywiście im współczujemy, ale dla naszych przeżyć nic z tego nie wynika. Współczucie, kondolencje traktujemy jak pewien rytuał, coś, co trzeba uczynić. Tak wypada. My sami nie przeżywamy tragedii. Gdybyśmy to przeżyli, zrozumielibyśmy tragizm sytuacji.
Dzięki Bogu dziś już nie chowa się samobójców za płotem cmentarza.
Papież Jan XXIII przyjął takie rozwiązanie: wolno pochować samobójcę, jeśli on nie miał świadomości w chwili śmierci, że popełnia grzech ciężki



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się