Turkmenistan – ropa i samodzierżawie

​FELIETON \ W cieniu mocarstw

numer 1707 - 24.04.2017Publicystyka

Lecąc do stolicy Turkmenistanu – Aszchabadu, myślę nad tym, co usłyszałem kiedyś w Brukseli od szefów delegacji jednoizbowego parlamentu Turkmenistanu. Nie owijali w bawełnę: Turcja i nasz kraj – mówili – to dwa państwa, ale jeden naród. Tak, kulturowe, językowe, historyczne, cywilizacyjne wpływy Ankary są tu przemożne i większe jednak niż Rosji.

Tyle że Turcja dalej, a sąsiedzi: Kazachstan na północnym zachodzie, Uzbekistan na północnym wschodzie, Iran na południu, wreszcie Afganistan na południowym wschodzie – bliżej. Sąsiadów mają Turkmeni specyficznych. Najbogatszy kraj Azji Centralnej ze stolicą w Astanie i ze stabilną władzą Nazarbajewa, większy od Turkmenistanu, ale biedniejszy Taszkent, opływająca w ropę dyktatura mułłów w Teheranie, wreszcie pachnący 40-letnią(!) niemal wojną i eksportem terrorystów Kabul – a dawna Turkmenia w środku, niczym rodzynek w środkowoazjatyckim torcie. Największy ból głowy mają Turkmeni z Afganistanem. Licząca 744 km granica z tym krajem bywa umowna, gdy chodzi o realną kontrolę. Co prawda Mejlis Nobatow, szef państwowej służby migracyjnej, lekceważąco wypowiada się na temat problemów związanych z afgańską granicą, ale już minister spraw zagranicznych (od 2001 r.) Raszyd Meredow w czasie dwugodzinnej rozmowy raz po raz wraca do kwestii Afganistanu, jako potencjalnego zagrożenia dla całego regionu, w tym jego ojczyzny.

Współpraca energetyczna z Unią?

Wicepremiera i ministra do spraw ropy i gazu Maksata Babajewa pytam o – niewątpliwe tutaj jednak – wpływy ekonomiczne Rosji, charakterystyczne przecież, co podkreślam, dla wszystkich dawnych republik sowieckich. Odpowiada dyplomatycznie i się uśmiecha. Ten siedzący naprzeciw mnie człowiek jest faktycznie drugą osobą w państwie. Jak? W turkmeńskim systemie politycznym praktycznie nie istnieje funkcja premiera – prezydent jednocześnie jest via facti szefem rządu. Stąd wicepremier jest numerem 2 w elicie władzy. Obecna głowa państwa Gurbanguly Berdimuhamedow został prezydentem, właśnie będąc wiceszefem rządu – w momencie wyborów w 2006 r.  (jednocześnie sprawował funkcję ministra zdrowia). Może dlatego Babajew jest tak ostrożny? Ale jednoznacznie podkreśla wolę współpracy z Unią Europejską przy projektach energetycznych. Zdaje się wypominać – później uczyni to wprost szef MSZ-etu – że ostatnia poświęcona takiej współpracy wizyta odpowiedzialnego za tę sferę w Komisji Europejskiej (!), słowackiego komisarza Maroša Šefčoviča miała miejsce aż dwa lata temu. Cóż, dywersyfikacja źródeł energii jest dla Europy konieczna niczym tlen. Tylko czy turkmeńsko-azerskie projekty dadzą się ekonomicznie spiąć? Oto jest pytanie. I oto jest też równoległa rosyjska walka per fas et nefas, aby do realizacji tych zamiarów nie dopuścić.

Kierowca chwali władzę

Aszchabad, w którym mieszka 20 proc



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama