​Bełkoty Raczaka

numer 1707 - 24.04.2017Opinie

„Nie zdziwię się więc również, gdy za jakiś czas okaże się, że któryś z ruskich kontrolerów ze Smoleńska był żydowskiego pochodzenia” – powiedział w „Gazecie Wyborczej” reżyser spektaklu „Spisek smoleński” Lech Raczak. Jak wyjaśnił, na jego scenariusz wpływ miała lektura antysemickiej książki, według której zamachu dokonał Mosad. Cóż, kto zna język rosyjskiej ochrany, wyczuje znajomy klimacik. To charakterystyczne, że po Smoleńsku przyzwoicie zachowywali się ludzie ideowej lewicy. Obrońców Krzyża broniła prof. Maria Szyszkowska, wśród plujących na nich nie było ludzi od Piotra Ikonowicza czy z obecnej Partii Razem. Kanalie zdolne do plucia na zamordowanych można podzielić na dwie kategorie. Tych „z góry”, przez których ręce przechodzą od lat miliony wydatkowane na kulturę, jak Raczak. I anonimową hołotę, opętanych półdebili na czele z typkiem prowadzącym manifestacje rosyjskich kibiców, gwałcicielem i oskarżonym o handel kobietami. Raczaki brylują tylko na salonach wśród podobnych sobie gości z kasiorą, ale poza nimi nikogo nie porwą. Zabrać im kasiorę – tylko całą! – i skończy się „sztuka”. Ruska ambasada nie da ani rubla, bo nie inwestuje w nieudaczników.
Autor: Piotr Lisiewicz













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama