Koronacji nie było

​POLEMIKA \ Nieuzasadniona autokreacja Schetyny

numer 1718 - 09.05.2017Publicystyka

Teoretycznie ważna deklaracja Schetyny o starcie opozycji ze wspólnych list wyborczych okazała się nieskonsultowanym z nikim wyjściem przed szereg. Inne partie wydają się zmęczone autokreacją lidera PO, która, co widać było w sobotę, nie ma żadnego nowego uzasadnienia.

We wczorajszym numerze „Codziennej” Wojciech Mucha napisał: „Z sobotniego marszu zapamiętamy więc dwie rzeczy – postępującą niewydolność intelektualną opozycji i jednoczesną dominację w tej magmie partii Grzegorza Schetyny”. Z tym ostatnim pozwolę sobie się nie zgodzić.

Ta sama śpiewka

Po ubiegłorocznym majowym marszu zwracałem uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze – na rozdętą do granic śmieszności liczbę uczestników podawaną przez organizatorów. Ta poskutkowała skoncentrowaniem opinii publicznej na próbach ustalenia frekwencji. Druga rzecz to bardzo prosty i agresywny język wiecowych wypowiedzi, dodatkowo podkreślony przez dramatycznie słabe żarty Krzysztofa Skiby z zespołu Big Cyc. W tym roku prawie wszystko rozegrało się według tego samego scenariusza. To z kolei pokazuje, że Platforma Obywatelska nie wyciąga wniosków z dotychczasowych porażek. Zmieniło się zaś kilka okoliczności, które tak naprawdę podkreślają słabość partii teoretycznie odzyskującej status głównej siły opozycji.

W tym roku głównym gospodarzem antyrządowego protestu był Grzegorz Schetyna. Reszta przywódców (w tym Mateusz Kijowski, uchwałą KOD-u nie został upoważniony do reprezentowania tego dnia stowarzyszenia, który to zaszczyt został przekazany Krzysztofowi Łozińskiemu) korzystała jedynie z jego zaproszenia. Najlepiej potraktowane zostało PSL, które odwzajemniło się dość sprawnym (według niektórych plotek nie zawsze dobrowolnym dla uczestników) zorganizowaniem autokarów z ludowcami. Co ciekawe, PSL nie używało nazwy Marsz Wolności, chętniej posługując się określeniem „biało-czerwony marsz” i podkreślając bliższe sobie postulaty zaniechania reformy samorządów i likwidacji gimnazjów. Jednocześnie pojawiły się kompromitujące przecieki o angażowaniu grup wyjazdowych z organów samorządu, szkół, a nawet przedszkoli.

Chamstwem i dziećmi

Zauważmy spoty, w których PO zapraszała swoich sympatyków na marsz. Pierwszy – utrzymany w estetyce orwellowskich „dwóch minut nienawiści”. Przy pełnej niepokoju muzyce pokazywał najbardziej agresywne, czasem nawet wulgarne hasła z antypisowskich demonstracji zebrane z przewodnią myślą „Ludzie mają dość”. Równie dobrze ten sam materiał mógłoby wykorzystać PiS, by zmobilizować swój elektorat i pokazać opozycję jako agresywny motłoch. Drugi filmik został zauważony nawet przez polityków innych opcji, ponieważ wykorzystano w nim małą dziewczynkę, która pyta swoją mamę, co to jest „gorszy sort”. Mama oczywiście tłumaczy rzecz wg zmanipulowanej przez media wykładni słów prezesa PiS-u, po czym wspólnie szykują się na marsz. Do tej pory dzieci w przekazie politycznym pojawiały się głównie po to, by ocieplać wizerunek polityków lub podkreślać propagandowe obrazy spokoju i stabilizacji. Mała dziewczynka jako bezpośrednia ofiara agresji ze strony polityka to dość obrzydliwa nowość, na której niestosowność zwrócili uwagę nawet niektórzy internauci deklarujący niechęć do prezesa PiS-u. Mimo ostrego podziału dla wielu osób „za dużo” wciąż na szczęście oznacza „niezdrowo”.

Ale ważniejsze od spotów było jednak zdyskontowanie wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Chodziło o pokazanie, że Platforma zyskała nowe, silne wsparcie społeczne



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się