To zostanie w głowie do końca życia

numer 1736 - 30.05.2017Wywiad

WYWIAD Z ŁUKASZEM „JURASEM” JURKOWSKIM, który w we wspaniałym stylu powrócił do walki po sześciu latach przerwy, rozmawia ARTUR SZCZEPANIK

W sobotę 27 maja podczas 39. Gali KSW – największej w historii MMA w Europie – Łukasz „Juras” Jurkowski pokonał Kameruńczyka Rameau Thierry Sokoudjou decyzją sędziów 29-28, 28-29, 29-28.

Chyba nie żałujesz, że zdecydowałeś się na powrót do klatki sześć lat po przerwaniu kariery?

To była chwila, na którą czekałem wiele lat. Zostanie mi to w głowie do końca życia. Życzę każdemu sportowcowi niezależnie od dyscypliny, aby przeżył takie emocje. Choć muszę przyznać, że nie byłem pewny werdyktu. Zrobiłem dużo w trzeciej rundzie, by sędziowie punktowali na moją korzyść. Pierwsza była zachowawcza, ale taki był plan. W drugiej dostałem parę mocnych ciosów. Wiedziałem, że decydująca będzie kondycja na trzecią rundę. Opłaciła się ciężka praca na treningach. Nie zdecydowałem się ostrzej ruszyć na rywala, ale postanowiłem sobie, że tym razem niech zadecydują sędziowie. Może w następnej walce zaryzykuję więcej.

Jak na walkę z tak wielkim przeciwnikiem jesteś mało poobijany.

Szczęka jest mocno obita, ale na szczęście nie złamana. Dałem radę zjeść po walce kanapkę, więc nie jest źle. Znieczuliłem się whisky, którą przyniósł do szatni Janek Błachowicz. Ale wziąłem tylko łyka, żeby nie było, że na wywiady przychodzę pijany.

Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do walki?

Chciałem, żeby córka wiedziała, że jestem wojownikiem MMA, a nie komentatorem. W ostatnich latach nie miałem okazji tego pokazać. Zaniosę jej puchar, powiem, że tata wygrał, ale nie chcę, by oglądała walkę z Sokoudjou. To emocjonalna dziewczynka i to, co działo się w drugiej rundzie, na pewno mocno by przeżyła. Brakowało mi adrenaliny związanej z rywalizacją. Zawsze byłem bardzo blisko tej dyscypliny i widziałem, jak ona pięknie się rozwija. Jako komentator i konferansjer żyłem tymi walkami tak, jakbym sam zaraz miał wejść do ringu. Od dwóch lat chodziła mi myśl w głowie, żeby wrócić. Perspektywa walki na Stadionie Narodowym okazała się takim magnesem i katalizatorem mojej decyzji. Poradziłem się znajomych, czy warto łamać dane wcześniej słowo o zakończeniu kariery. Wszyscy byli mocno na tak. Lekarz się zgodził, więc nie zastanawiałem się dłużej.

Spodziewałeś się, że MMA w Polsce tak się rozrośnie?

Pierwsza gala KSW była w restauracji Champions w hotelu Marriott i przyszło tam 300 osób. To był fajny turniej z undergroundowym klimatem. Kiedy tam wygrywałem, to pomyślałem, że to jest to, co chcę robić i cały czas wierzyłem, że MMA wejdzie kiedyś na salony. Nie myliłem się. Przestałem walczyć w 2011 r. i nie dane mi było brać udziału w tych największych galach dla kilkunastu tysięcy widzów. Ale o Narodowym nigdy nie myślałem. Gdybym w 2004 r



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się