​Bolszoj Brat patrzy

numer 1736 - 30.05.2017Społeczeństwo

Gdyby nie skrzyknęli się w internecie, 26 marca nie udałoby się wyprowadzić demonstrantów na ulice setki rosyjskich miast. Gdyby nie internet, w którym miliony Rosjan obejrzały luksusowe pałace premiera, nie byłoby w ogóle tego protestu. Internet – największy wróg Putina.

Gdyby nie było internetu, Władimir Władimirowicz mógłby rządzić dożywotnio i z pełnym komfortem. Były kagebista doskonale wiedział, że najważniejsze jest opanowanie sfery informacji. Przejęcie telewizji było jednym z priorytetów. Dwa najpopularniejsze kanały Putin wziął gwałtem już w pierwszych latach rządów. I cóż z tego, że trzeba było zniszczyć dwóch potężnych oligarchów (Gusinski, Bieriezowski). Obaj musieli emigrować, a Borys Abramowicz zmarł w niejasnych okolicznościach. Dziś media, także jakieś niewielkie prywatne telewizje, mogą się cieszyć jakąś niezależnością, pod warunkiem wszakże, że nie skrytykują władzy. Bezpośrednich oficjalnych represji wobec dziennikarzy nie ma. Nie są potrzebne (podobnie jak formalna cenzura), bo reżim ma do dyspozycji obszerne instrumentarium, żeby skutecznie przypomnieć wydawcy czy redaktorowi, kto tu rządzi. Tak było choćby z telewizją Dożd’ – gdy zaczęła aktywniej krytykować władzę, operator kablówki wyrzucił ją ze swojej oferty, co jest równoznaczne z utratą części widzów (a więc i wpływów finansowych).

Więzienie za wpisy

Przy niemal w pełni kontrolowanej telewizji (będącej wciąż głównym źródłem informacji dla Rosjan), zdominowaniu prasy i radia, jedynym sektorem mediów, w którym władza musi wciąż toczyć ciężką walkę z wolnością słowa, jest rosyjski internet, czyli potocznie mówiąc, Runet. A ten wciąż dynamicznie się rozwija. W sierpniu ub.r. aktywnych w sieci było 66 mln Rosjan, czyli o cztery miliony więcej niż w 2015 r. Są nawet szacunki mówiące o 84 mln internautów. W ubiegłym roku przybyło ok. 400 tys. nowych nazw domen – łącznie jest ich teraz w Rosji ponad 5,5 mln. Internet się rozwija, a Rosja spada w międzynarodowych rankingach wolności. W 2016 r.

Freedom House umieścił państwo Putina na 52. pozycji spośród 65 klasyfikowanych krajów, za Białorusią, Libią i Sudanem. W indeksie wolności prasy za ubiegły rok, organizacji Reporterzy bez Granic, Rosja zajęła 148. miejsce. Takiego deficytu wolności Rosja nie widziała od początku swojego postsowieckiego okresu istnienia.

„Wyciśnij z siebie Rosję” – napis tej treści można było przeczytać na tubce pasty do zębów, której rysunek udostępnił na swoim profilu społecznościowym Andriej Bubiejew. Do tego dorzucił link do jakiegoś proukraińskiego artykułu. I wystarczyło. Inżynier elektryk z Tweru w maju 2016 r. został skazany na dwa lata i trzy miesiące kolonii karnej za „wspieranie aktywności ekstremistycznej i naruszanie integralności terytorialnej Rosji”. Z kolei bloger Aleksiej Kunkurow napisał, że naloty w Syrii nie były skierowane przeciwko grupie terrorystycznej powiązanej z tzw. Państwem Islamskim. Trafił na dwa lata do kolonii karnej w Tiumeniu. Jewgienija Czudnowiec, przedszkolanka z obwodu kurgańskiego, trafiła za kraty na pięć miesięcy za zamieszczenie w internecie nagrania, na którym kolonijni wychowawcy naśmiewają się z nagiego dziecka. Pisanie o Krymie czy Ukrainie, o Syrii czy religii i kwestiach obyczajowych w mediach społecznościowych w Rosji to dziś bardzo niebezpieczne zajęcie. Pisząc złe – z punktu widzenia władzy – rzeczy w internecie, można dostać surowszy wyrok niż za pobicie własnej żony.

Indeks stron zakazanych

Nie tak dawno jedna z organizacji praw człowieka opublikowała raport o wolności w mediach i internecie w Rosji



zawartość zablokowana

Autor: Antoni Rybczyński


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się