UE nie zabierze nam funduszy

​FINANSE \ Niemcy też zyskują na unijnych środkach płynących do Polski

numer 1754 - 21.06.2017Gospodarka

Unia Europejska nie zabierze Polsce funduszy pomocowych ani nie nałoży na Polskę sankcji za nieprzyjęcie uchodźców. Potwierdził to unijny urzędnik najwyższej rangi Günther Oettinger, komisarz ds. budżetu i zasobów ludzkich.



Günther Oettinger to niemiecki polityk, który nie pierwszy raz wypowiada się na temat sankcji politycznych w postaci obcięcia dotacji ze strony UE. Takie pomysły pojawiają się właśnie m.in. w Niemczech i Francji. Opinie te powiela polska prasa niechętna rządowi, strasząc, że zachodni politycy szukają sposobu, by umożliwić Komisji Europejskiej podjęcie decyzji o zamrożeniu funduszy krajom, które nie przestrzegają zasady praworządności albo nie zgadzają się na relokacje uchodźców. Tymczasem komisarz Günther Oettinger w wywiadzie dla „Handelsblatt Global” jednoznacznie stwierdził, że polityka budżetowa Unii nie powinna być wykorzystywana do nakładania sankcji politycznych. – Fundusze strukturalne są po to, by słabsze regiony UE stały się bardziej konkurencyjne – wyjaśnił. Jego zdaniem, znaczna część każdego euro, które trafia z UE do Polski, wraca do Niemiec. – Polacy wykorzystują pieniądze do składania zamówień w niemieckim przemyśle budowlanym, na zakup niemieckich maszyn i ciężarówek – przekonywał. Dlatego tacy płatnicy netto jak Niemcy powinni być zainteresowani istnieniem funduszy strukturalnych. – Z ekonomicznego punktu widzenia Niemcy nie są bowiem płatnikiem netto, ale odbiorcą – dodał.Teraz opinie te powtórzył w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”. – Unijne fundusze są oparte na funkcjonujących już wieloletnich ramach finansowych i nie ma powiązania między wypłatami pieniędzy w ramach polityki spójności czy funduszy strukturalnych a nieprzestrzeganiem pewnych zasad. W tym wypadku związanych z kryzysem migracyjnym – powiedział.



Potwierdza to informacje, do których dotarła „GPC”, że patrzący trzeźwo na gospodarkę zachodni politycy są dalecy od blokowania funduszy unijnych dla krajów biedniejszych – takich jak Węgry czy Polska. Wielkie unijne inwestycje budowlane są bowiem bardzo korzystne dla zachodnich koncernów. W latach 2008–2012 Polska realizowała największy program drogowy w UE. Jak wyliczyła firma doradcza PwC, aż 84 proc. wartości wszystkich umów zawieranych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad trafiło wtedy do firm, w których kapitał głównego wykonawcy bądź lidera konsorcjum był zagraniczny. Polskie firmy odgrywały głównie rolę podwykonawców. Według holenderskiej gazety „Trouw” co najmniej połowa z wypłaconych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) grantów o wartości 300 mln euro trafiła na szkolenia w zachodnich koncernach. Tymczasem środki te miały wspierać zatrudnienie w biedniejszych regionach i trafiać np. do małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce.



Rząd szukał rozwiązań, by z unijnego budżetu na lata 2014–2020 na większą skalę mogły korzystać rodzime firmy. Na razie jednak żadne regulacje nie preferują polskich instytucji. O pomoc mogą się więc starać wszystkie przedsiębiorstwa mające siedzibę w Europie.
Autor: Mariusz Andrzej Urbanke













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama