Zapłacicie za tę hucpę

RZĄDY TUSKA \ Ciche przyzwolenie na „lipę” musi być ukarane

numer 1757 - 24.06.2017Publicystyka

„No to lipa, synek” – cicho westchnął Donald Tusk, gdy usłyszał swoje dziecko, Michała, zeznającego w środę przed komisją ds. Amber Gold. Powyższe to oczywiście licentia poetica. Równie dobrze były premier, a obecnie wysoki funkcjonariusz unijny, mógł po prostu głośno i szpetnie zakląć. Narracja Platformy o ośmiu latach własnej władzy rozsypała się jak domek z kart. I nie ma już czego zbierać.



Gdy widzę Grzegorza Schetynę, z jego uśmiechem dżentelmena, którego wciąż ktoś łaskocze w pięty, przychodzi mi do głowy słynne zdanie Juliusza Kaden-Bandrowskiego o radości z odzyskanego śmietnika. Pisarz myślał oczywiście o Polsce po zaborach. Przewodniczący Schetyna cieszy się, że „wygrał” dla siebie Platformę, dla hecy i zmyłki zwaną Obywatelską. Ciekawe, czy bilans zysków i strat wciąż wychodzi mu na plus. Przecież w tym towarzystwie nie ma już chyba nikogo, przy kim dałoby się zostawić niepilnowany płaszcz.„Donald marzy, żeby było miło”



Osiem lat to odpowiednio długi czas, żeby dobrze rządzić. A jeszcze lepszy do tego, żeby popsuć, ile się da. Donald Tusk sporo naobiecywał przez lata swojej władzy. Na przykład tanie państwo, które skończyło się choćby upychaniem urzędników administracji publicznej na śmieciówkach, zwijaniem instytucji publicznych nie tylko na prowincji, listami poleconymi z sądów do odbioru w sex shopach i sklepach rybnych, głodowymi pensjami szeregowych pracowników i pracownic ministerstw oraz ośmiorniczkami dla platformerskiej wierchuszki. Premier z Gdańska obiecał też Polkom i Polakom sprawną służbę zdrowia – skończyło się na cichym przyzwoleniu na prywatyzację szpitali. W skrócie: Polsce obiecał, że będzie przepięknie, a swojemu synowi – że nie będzie komisji ds. Amber Gold. Śmiech przez łzy, bo przecież żadnej z tych obietnic nie dotrzymał. Jednak starym zwyczajem nazbyt sytych i pewnych siebie biurokracji dostał tzw. kopa w górę. I na razie wciąż się do nas wszystkich ładnie uśmiecha – może dlatego, że z zagranicy.



Premier Tusk obiecał również Polkom i Polakom sprawne rządy technokratów, transparentne państwo i coraz lepiej funkcjonujący rynek. Tych kilka zdań Michała Tuska, wypowiedzianych z taką swobodą w trakcie przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold, mocno podważa platformerską hurraoptymistyczną narrację o czasach władzy tej partii. W historii często jest tak, że pewne anegdotyczne wydarzenia stają się czytelnymi dla szerokich rzesz odbiorców symbolami procesów, dla których opisania potrzeba sążnistych ksiąg. Z tym właśnie mamy do czynienia w tym wypadku: „Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa”. Jeżeli jednak użyć terminu innego niż kolokwializm, to jak by on brzmiał? Oszustwo? Jeśli tak, to Michał Tusk przyznał, że premier Rzeczypospolitej wiedział, że Amber Gold to jedna z tych instytucji finansowych nie tyle bardzo wysokiego ryzyka, ile wprost stworzonych po to, żeby wyłudzić pieniądze od ludzi. I przymknął oko na ten fakt. Cóż, nawiązując do znanej piosenki: Donald marzył, żeby było miło. Pytanie: komu?



Deficyt zaufania publicznego



Wiem, że to truizm, do którego często wracają publicyści i publicystki, którzy stoją w kontrze do liberalnego salonu, ale III RP to naprawdę system zorganizowanej dysfunkcji. To sformułowanie wewnętrznie sprzeczne, ale tak to właśnie działa: III RP nierządem stoi



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się