Krajobraz po bitwie

​SPÓR O SĄDOWNICTWO \ Konflikt jest wpisany w naturę demokracji

numer 1785 - 27.07.2017Publicystyka

Będziemy walczyli w instytucjach, będziemy walczyli na ulicach, będziemy walczyli za granicą – nigdy się nie poddamy. Parafraza słów Winstona Churchilla dobrze oddaje atmosferę ostatnich dni w Polsce. Ale także strona prorządowa powinna lepiej uchwycić jej znaczenie, żeby przekonywać nieprzekonanych. Na żelaznym elektoracie świat się nie kończy.

Zacznę od drobnego wspomnienia. Zimą 2013 r. w Krakowie odbyła się premiera filmu dokumentalnego „Testament” autorstwa Marii Dłużewskiej. Pokaz, wraz z dyskusją, zorganizował Wojciech Kolarski, obecny bliski współpracownik Andrzeja Dudy, obecnego prezydenta, który również był tam obecny. W rozmowie (p)o filmie wzięli udział m.in. jego autorka Małgorzata Wassermann, Maria Kolber ze stowarzyszenia Doxotronica, Jan Maciejewski, wówczas publicysta konserwatywnych „Pressji”. W trakcie dyskusji stwierdziłem, że po zmianie władzy „Testament” będzie wreszcie można pokazać w telewizji publicznej. 

Starzy nie chcą młodych

Ku swojemu zaskoczeniu w oczach sporej części publiczności i dyskutantów zobaczyłem pobłażliwe rozbawienie. Uświadomiło mi to, jak duże – w tamtym momencie – było poczucie totalnej przegranej wśród części zwolenniczek i zwolenników PiS-u. Z niektórych rozmów toczonych w kuluarach wynikała wręcz dziwna zgoda na status wiecznej opozycji, ciągłe podkreślanie, że państwo i tak jest obce, że można liczyć tylko na oddolny aktywizm – i to taki w starym stylu, wśród łopotania sztandarów i w dość staroświeckiej oprawie amatorsko-medialnej. To nie był ton przeważający, ale stały. Dziś w niektórych środowiskach pro-PiS-owskich czarna rozpacz zamieniła się w hurraoptymizm i wiarę, że stosunkowo wysokie poparcie społeczne dane jest raz na zawsze.

Prawo i Sprawiedliwość przejęło instytucjonalne pole gry, przynajmniej na płaszczyźnie odgórnych decyzji, bo przecież gra polityczno-ideowo-środowiskowa toczy się w instytucjach na bardzo wielu poziomach, kompletnie niewidocznych i nieczytelnych dla dużej części odbiorców medialnego przekazu. O tym opinii publicznej w Polsce niemal nikt nie umie opowiadać, ponieważ lumpenliberalne narracje przez dekady psuły język dyskutowania o instytucjach. Zmiana układu sił politycznych i stopniowe, ale konsekwentne odcinanie instytucjonalnego wsparcia i publicznego finansowania dla postplatformerskiej opozycji skazało ją na współpracę z oddolnymi inicjatywami społecznymi, znacznie bardziej wychylonymi na lewo, niż normalnie jest to w stanie znieść większość tzw. strasznych dziaduniów, liderów i autorytetów liberalnych elit.

Spór o sądownictwo dobrze pokazał, że stara opozycja, aby cokolwiek ugrać, musiała usunąć się w cień, żeby oddać głos młodym. To, co było na początku konfliktem w łonie samej opozycji, sporem na linii starzy–młodzi i konfliktem liberalnej, starszej centroprawicy z młodą socjal-obyczajową lewicą i lewicującymi liberałami, szybko się zdynamizowało i zmieniło reguły protestu. Okazało się, że to entuzjazm młodych napędza zbiorowe emocje nawet tych protestujących, którzy są sceptyczni wobec lewicowych haseł. To przeoczyła strona rządowa, a także sympatyzujące z PiS-em ośrodki kształtowania opinii publicznej. Z dość kiepskim dla siebie skutkiem.

Walka o treści, walka na emocje

Doprecyzujmy ważną kwestię: spór na ulicach nie jest jedynie walką na emocje, jest także konfliktem merytorycznym, czy ściślej – jest walką o lepszy przekaz, który połączy niezbędną dawkę informacji/opinii z silnym, emocjonalnym uderzeniem w wyobraźnię społeczną. Straszni dziaduniowie nie przegrali ostatecznie, po prostu schowali się w cieniu, choć wcale tego nie chcieli



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się