Francuskiego prezydenta „nowy” projekt europejski

​POLITYKA \ Emmanuel Macron w Europie Środkowej

numer 1810 - 26.08.2017Publicystyka

W polityce wewnętrznej prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi na razie najlepiej udaje się… utrata popularności. Ostatnio skrytykował go nawet poprzednik na urzędzie, były prezydent François Hollande. Zapowiedzi reform anonsowane przez premiera Édouarda Philippe’a też na kolana nie powalają. 

Dochodzą do tego niekompetencja i brak doświadczenia rządzącej partii LREM czy takie wybryki jak rachunek za „makijaż” prezydenta w wysokości 26 tys. euro za trzy miesiące owego pacykowania. Można dodać, że lubiący tego typu zabiegi poprzednik François Hollande wydawał na ten cel na semestr „tylko” 18 tys. euro.

Macronowi nie udaje się w kraju, więc szuka sukcesów i korzyści dla Francji za granicą. Prezydent niemal od początku jest znacznie bardziej aktywny za granicą niż w swoim kraju. W takim też kontekście można odczytywać jego sierpniową podróż po Europie Środkowej. Prezydent Francji odwiedza obecnie Austrię, gdzie rozmawiał także z przywódcami Słowacji i Czech, oraz Rumunię i Bułgarię. Francuskie media mówią, że podróż ta kładzie „pierwszy kamień pod rewitalizację projektu europejskiego”. Jeśli tak, to jest to jednak kamień rzucony bezpośrednio na podwórko Warszawy i kilku innych państw naszej części Unii Europejskiej.

Dyrektywa o pracownikach delegowanych

Jednym z podstawowych tematów rozmów stała się sprawa zmiany przepisów o tzw. pracownikach delegowanych z 1996 r. Zapisy tej dyrektywy są uważane przez Macrona za „nielojalną konkurencję”, „zdradę fundamentalnego ducha europejskiego” i „dumping socjalny”. Według francuskiego prezydenta wspólny europejski rynek świadczenia pracy promuje tych, którzy konkurują tańszym socjalem, a dodatkowo utrudnia walkę z populizmem we własnym kraju i nadszarpuje zaufanie do Unii. Na „konkurencyjność” w słowniku lewicy specjalnie miejsca nie ma, a kiedy widać jeszcze dodatkowo sukcesy lekceważonych peryferii UE, to wersalu też nie będzie.

Emmanuel Macron chce ograniczenia i zaostrzenia przepisów o pracownikach delegowanych. Najważniejsze zmiany przygotowane przez Komisję Europejską dotyczą wprowadzenia zasady płacenia delegowanym z zagranicy pracownikom według stawek kraju, w którym wykonują oni swoje czynności wraz ze wszystkimi obowiązującymi tu dodatkami socjalnymi (to już „dodatek” Francji). Proponuje się też skrócenie czasu delegowania z 36 do 24 miesięcy (Macron osobiście chce tylko 12 miesięcy), poza tym ma nastąpić zaostrzenie rozmaitych kontroli. Trzeba tu dodać, że francuskie władze już od dawna wykorzystują tego typu kontrole do ograniczania pracy delegowanych pracowników. Takie propozycje mogą spowodować, że np. polskie firmy, które wysyłają do zagranicznej pracy w innych państwach UE ok. 500 tys. pracowników, przestaną być na tych rynkach konkurencyjne.

Chłopiec do bicia i gra na podział

Francuski prezydent idzie drogą obwiniania o problemy wewnętrzne V Republiki innych krajów. Dobrym „chłopcem do bicia” jest m.in. Polska. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej Emmanuel Macron obwiniał nas np. o to, że Whirlpool przenosi produkcję z Amiens do Łodzi



zawartość zablokowana

Autor: Bogdan Dobosz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama