Mówili, że jadę tylko po kasę

numer 1817 - 04.09.2017Wywiad

WYWIAD Z JAKUBEM RZEŹNICZAKIEM rozmawia MAŁGORZATA CHŁOPAŚ

Gdy wyjeżdżałem do Azerbejdżanu, słyszałem opinie, że jadę tam tylko po to, żeby skasować parę ładnych pensji. Życie pokazało, jak wszystko może się zmienić w kilka miesięcy. Nikt chyba nie przypuszczał, że we wrześniu Legii Warszawa nie będzie w pucharach, a ja zagram w Lidze Mistrzów – mówi obrońca Karabachu Agdam Jakub Rzeźniczak.

Hucznie świętował Pan drugi z rzędu awans do Ligi Mistrzów?

Choć awans zapewniliśmy sobie w środę, to świętować mogliśmy dopiero w sobotę. W weekend mieliśmy mały mecz na szczycie ligi kazachskiej – z naszym rywalem do tytułu, Gabalą. Zależało nam, żeby wygrać i pierwszy okres przed przerwą na reprezentację zakończyć z przytupem. Udało się zwyciężyć 2:1, więc plan zrealizowaliśmy w stu procentach. Świętowanie było bardzo delikatne…

Słabo jak na pierwszy w historii awans do LM drużyny z Azerbejdżanu.

Gdy wracaliśmy z Danii, kibice hucznie powitali nas na lotnisku, emocji i radości nie brakowało. Nie byliśmy świadkami tego, co działo się na ulicach Baku po ostatnim gwizdku, ale słyszałem, że centrum miasta stało w korkach całą noc. Dla całego Azerbejdżanu awans Karabachu był ważnym wydarzeniem. Dostaliśmy nawet zaproszenie na spotkanie z prezydentem. W drużynie wielkiej fety nie było, bo trener Gurban Gurbanow nie lubi takich rzeczy. Zresztą większość zawodników w szatni wyznaje islam, dlatego alkohol nie jest tu mile widziany. Można jednak bawić się także bez alkoholu.

Wspomniał Pan, że religia dominująca w szatni to islam. Przekłada się to na jej funkcjonowanie?

W Europie piłkarze nie kryją się w szatni z nagością i jest to normalne. Tu każdy chodzi w spodenkach i trzeba się przebierać dyskretnie. Muzułmanie modlą się pięć razy dziennie, więc zdarza się to także w szatni. Na zgrupowaniach mieszkam w pokoju z Bośniakiem Ibrahimem Šehiciem i już przyzwyczaiłem się, że budzik dzwoni o 5 rano, a on wstaje i się modli. W szatni są piłkarze różnej wiary i każdy po prostu szanuje zwyczaje pozostałych. 

Jak wyglądała wasza wizyta u prezydenta Ilhama Alijewa?

Przyjęto nas w pałacu, a wizytę transmitowała telewizja. Po przemówieniu prezydenta właściciel Karabachu wręczył mu specjalną koszulkę z podpisami drużyny. Później prezydent zamienił słowo z każdym z nas, uścisnął dłoń. Mnie powiedział, że niedawno był z oficjalną wizytą w Polsce. Widać, że interesuje się piłką, każdemu z nas starał się przekazać kilka słów prywatnie.

Wyjechał Pan z Polski, bo oferta finansowa była świetna. Premie za historyczny awans też?

Na zarobki nie mogę narzekać, a jeśli chodzi o premie, to dostaliśmy bardzo godne pieniądze, choć tu Legia i Karabach wypadły podobnie. W Legii podział premii był jednak zależny od rozegranych minut, a tu o podziale decyduje trener. Czasem można nie grać wcale, a i tak dostać sto procent premii. Na treningach nie ma więc obijania, a stosowane technologie pomiarów są takie jak w Legii. Sztab doskonale wie, kto pracuje, a kto się leni.

Przed wyjazdem mówiono, że jedzie Pan na peryferie światowej piłki. Jak mieszka się w Azerbejdżanie?

Jestem bardzo zadowolony. Mieszkam w Baku. Mamy ładną bazę treningową, a w niej także pokoje, w których spędzamy czas przed meczami i zajęciami. Spotykamy się w bazie o godz



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama