Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Błogosławione błędy polityki tożsamościowej

Dodano: 29/09/2017 - numer 1839 - 29.09.2017
Polityka historyczna \ Fundacji Róży Luksemburg nie będzie

Nie wszystkie wpadki zasługują na potępienie – zwłaszcza te, które są pierwszymi w najnowszej historii Polski próbami odrodzenia dalekosiężnej polityki. Odbudowanie narodowej tożsamości to zadanie, którego w takiej skali żadne pokolenie nie musiało się podejmować.
Polska Fundacja Narodowa finansuje billboardy na potrzeby doraźnej kampanii politycznej, na patriotycznych uroczystościach państwowych politycy wygłaszają przydługie przemówienia, składaniu wieńców w upalne rocznice 1 i 15 sierpnia nie ma końca, a apel poległych ze wspomnieniem 10 kwietnia wywoływał falę krytyki. Ale w tych niekiedy nieporadnych ruchach jest głęboki sens i nie obędzie się bez wielu następnych potknięć w polityce historycznej i tożsamościowej.
Diagnoza: naród, któremu 
wyrwano korzenie
W 2008 r. prof. Ryszard Legutko wydał „Esej o duszy polskiej”, w którym stwierdził, że nie jesteśmy kulturowymi następcami dawnych Polaków, gehenna okupacji i utopijne laboratorium komunizmu przerwały ciągłość narodu. Trzy lata później Bronisław Wildstein opublikował powieść „Czas niedokonany”, w którym zmaga się z tożsamością polskich Żydów oraz pokolenia Solidarności.
Poszukiwania odpowiedzi na pytanie „kim jesteśmy dzisiaj? ” weszły w decydującą fazę podczas ośmioletnich rządów ludzi Donalda Tuska. Czekoladowy orzeł, różowe flagi na 11 listopada, postpolityka radująca się z europejskości i potępiająca w czambuł narodowo-katolicką tradycję, prowokacje na Marszach Niepodległości i Tuskowe „nie będziemy klęczeć przed księdzem” były jeszcze umiarkowanym atakiem na naszą tożsamość. Janusz Palikot wprost nawoływał do „wyrzeczenia się polskości”, a polityka rządu pozwalała likwidować stocznie będące częścią gospodarki, ale i historii walki z komunizmem.
Nikt „o Polskę jako Polskę” się nie martwił. Jeden z konserwatywnych intelektualistów, dziś minister dobrej zmiany, opowiedział kiedyś w kuluarach, na czym polega różnica między prawicą a resztą: „Naszym przynajmniej zależy na Polsce. W sposób niedoskonały i czasem zbyt prostolinijny, ale utożsamiają się z krajem, w którym żyją. Gdyby tamtym ogłosić, że od jutra stanowią Sejm kanarków, nazajutrz przyszliby w strojach z żółtych piórek”.
Zmiana, której cofnąć się nie da
Wielu architektów obecnych przemian w Polsce szuka takich rozwiązań, których nie będzie można anulować wraz ze zmianą władzy. Bo przecież najbardziej czerwoni partyjniacy nie przywrócą już nigdy pomników Armii Czerwonej, nie damy im też zburzyć monumentów postawionych Żołnierzom Wyklętym i przywrócić dawnych nazw ulic. Skoro powstał Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego, nikt go już nie przerobi na Fundację Róży Luksemburg, nikt już nie porzuci bezecnie doczesnych szczątków Żołnierzy Wyklętych i nie wymaże z naszej pamięci wspaniałych pogrzebów bohaterów.
Film IPN‑u „Niezwyciężeni” inspiruje nowe instytucje, Polacy zerwali się do głosowania na ppłk. Franciszka Kornickiego w plebiscycie muzeum RAF‑u, a swoje odmiany polityki historycznej prowadzą instytucje w całej Polsce. Lasy Państwowe zabrały się nawet za Wilczy Szaniec, który do tej pory był pokazywany jako siedziba umęczonego Hitlera, a nie kwatera jednego z największych zbrodniarzy w historii. Właśnie trwa kampania historyczna, która ma poinformować Polaków o wielkiej zbrodni sowieckiej na Polakach z lat 1937–1938, tzw. operacji polskiej NKWD, w której co najmniej 111 tys. naszych rodaków zostało wymordowanych za swoje pochodzenie. Akcji patronuje IPN, ale Poczta Polska wydała z tej okazji specjalny znaczek pocztowy w liczbie 30 mln (sic!) egzemplarzy, a w Belwederze naradzają się na ten temat największe głowy polskiej nauki.
Nawet jeśli niektóre pomniki nie będą nas przekonywały, pewne instytucje swoimi działaniami trafią jak kulą w płot, a przy części inicjatyw więcej pary pójdzie w gwizdek – darujmy. Polska jeszcze nigdy nie musiała na taką skalę odbudowywać swojej tożsamości, szukać korzeni – nie dziwmy się, że te poszukiwania są pełne potknięć, gdy brnie się po omacku. W rozwodnionej tożsamościowo Europie możemy się stać wyspą samodzielnego myślenia. To wartość, za którą trzeba czasem nawet przepłacić.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze