Trzecia droga premiera Morawieckiego

Rząd \ PiS nie rezygnuje z silnego prospołecznego programu

numer 1902 - 14.12.2017Publicystyka

Zacznijmy od parafrazy klasyka: „Daremne żale, próżny trud” opozycji. Exposé nowego premiera pokazało, że Prawo i Sprawiedliwość nie zlekceważyło zwykłych ludzi. Prospołeczna polityka, choć teraz z mocniej zaakcentowaną strategią rozwoju, to wciąż priorytet obozu władzy.

Pozwolę sobie na osobisty wtręt: oglądałem inauguracyjne wystąpienie Mateusza Morawieckiego i raz po raz uśmiechałem się szeroko. Nie słyszałem jeszcze tak autentycznie prospołecznego inauguracyjnego wystąpienia premiera rządu w III Rzeczypospolitej. Tym bardziej cennego, że wygłosił je człowiek ze znacznym doświadczeniem w sektorze bankowym. To pokazuje, że nie tylko nadszedł kres lumpenliberalizmu w liczącej się polskiej polityce, ale także że nie potrzeba już Polkom i Polakom społecznego pseudozatroskania ze strony postkomunistycznej lewicy.

Państwa w posiadaniu

innych państw

Szef rządu dobrze wie, że w światowej gospodarce ostatnich dekad mocno zmieniają się trendy – nie tylko z uwagi na kolejne fale kryzysów w świecie kapitalizmu bez społecznej odpowiedzialności. Nie bez powodu powołał się w Sejmie na Thomasa Piketty’ego, który analizuje nie tylko dysfunkcyjny charakter współczesnej globalnej gospodarki, ale także bada ekonomiczne zniewolenie przez Zachód krajów Europy Wschodniej. Zdaniem Piketty’ego, o czym wprost wspomniał premier, należymy do tzw. foreign-owned countries: państw w posiadaniu innych państw (o raporcie angielskiego badacza pisałem we wrześniu w „Codziennej”).

Premier Morawiecki pokazał, że między Scyllą realnego neoliberalizmu a Charybdą realnego socjalizmu jest całkiem duże pole manewru. Oczywiście usłyszeliśmy program – jego realizacja napotka różnorodny opór materii. Ale to, jak najważniejsze osobistości w państwie mówią o polityce, także społeczno-gospodarczej i rozwojowej, naprawdę ma znaczenie. Mamy szanse na nowy rozdział w polskiej historii – tej najbardziej realnej, bo bardzo mocno wpływającej na życie kolejnych pokoleń Polek i Polaków. Wreszcie w sprawach gospodarczych zaczynamy mówić językiem innym niż język wasali – i tych przez dekady uzależnionych od sowieckiej Rosji, i tych zachwyconych własnym neokolonialnym statusem, jak to było przez dekady w III RP. Nie jesteśmy już w kraju Tadeusza Syryjczyka z Unii Wolności, który paplał radośnie przy gorących oklaskach opiniotwórczych mediów tamtych czasów, że najlepsza polityka przemysłowa to brak takiej polityki.

Inna Polska jest możliwa

Nie ma sensu szczegółowo relacjonować exposé – było czytelne i nieprzegadane, miało jasną kompozycję. Jeśli punkt wyjścia uznamy za jego fundament, to widzimy, że patriotyzm można odczytywać na z pozoru mocno nieoczywistych płaszczyznach – troska o jakość polskiego powietrza nie wyklucza troski o kanon konserwatywnych wartości. A z kolei uznanie i afirmacja tych wartości nie wykluczają – jak wprost wskazał premier – choćby szacunku i uznania dla inaczej myślących i inaczej przeżywających swoje obywatelskie, społeczne i narodowe zakorzenienie w polskości.

Wizja państwa, które nie przytłacza legislacyjnym chaosem, nie wyklucza wizji państwa, które troszczy się o ład przestrzenny, krajobraz i sprawną sieć infrastruktury publicznej, choćby komunikacyjnej. A troska – mocne to były słowa! – o dzieci i kobiety, ofiary przemocy, zmuszane do ucieczki z domów przed oprawcami, wcale nie musi wynikać z mocno lewicowego czy liberalnego światopoglądu



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się