Trump pomaga prześladowanym w Chinach

fot. J. Ernst /Reuters
fot. J. Ernst /Reuters

​AZJA \ Pekin ukarał dysydentów w Boże Narodzenie

Sankcje nałożone na chińskiego urzędnika łamiącego prawa człowieka i pomoc w ucieczce prześladowanej chińskiej rodzinie to kroki, które tuż przed Bożym Narodzeniem podjęła administracja Donalda Trumpa. W tym samym czasie komunistyczne władze Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) ogłosiły wyroki dla kolejnych dysydentów.
Tuż przed Bożym Narodzeniem prezydent USA Donald Trump wydał specjalny dekret nakładający sankcje na byłego komendanta policji w Pekinie Gao Yana za jego udział w śmierci chińskiej aktywistki na rzecz praw człowieka Cao Shunli. Kobieta zmarła w marcu 2014 r. z powodu niewydolności organów wewnętrznych w czasie, gdy była więziona w ośrodku detencyjnym w Pekinie, którym wtedy kierował Gao Yan. Mimo że chorowała m.in. na gruźlicę płuc i marskość wątroby, władze odmawiały jej prawa do jakiejkolwiek opieki lekarskiej przez sześć miesięcy od jej aresztowania. W końcu Cao zapadła w śpiączkę i wtedy dopiero została przewieziona do szpitala, gdzie zmarła.
Amerykańskie sankcje zostały zatwierdzone na mocy tzw. globalnej ustawy Magnitskiego, która przewiduje zakaz wjazdu do USA oraz blokowanie aktywów przedstawicieli władz dowolnego kraju, którzy dopuszczają się łamania praw człowieka bądź korupcji. Na liście objętych sankcjami znalazło się w sumie 13 osób, a Gao Yan był pierwszym chińskim urzędnikiem dotkniętym sankcjami w ramach ustawy Magnitskiego.
– Dziś Stany Zjednoczone podejmują zdecydowany krok w walce z łamaniem praw człowieka i korupcją na całym świecie, izolując tych złych graczy z amerykańskiego systemu finansowego. Ministerstwo Skarbu zamraża ich aktywa i publicznie potępia popełnione przez nich brutalne czyny, wysyłając w ten sposób wiadomość, że za swoje złe uczynki zapłacą wysoką cenę – powiedział sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin, ogłaszając listę osób objętych sankcjami.
Przed świętami administracja Trumpa pokazała ponadto, że nie tylko gotowa jest karać urzędników łamiących prawa człowieka w ChRL‑u, ale także może nieść pomoc ofiarom tych prześladowań. 24 grudnia schronienie w USA przed chińskim aparatem bezpieczeństwa znalazła Li Aijie i jej dwuletni syn Li Mitian. Li jest żoną Zhang Haitao, chińskiego działacza, który krytykował komunistyczne władze Chin za prowadzoną przez nie politykę represji wobec mniejszości ujgurskiej w prowincji Xinjiang. Za to spotkał go areszt, a następnie wyrok 19 lat więzienia za „prowadzenie działalności wywrotowej”. Zhang skazany został w styczniu ub.r. i od tego czasu prześladowana była także jego rodzina. Żona była zastraszana, a także kilka razy pobita przez agentów bezpieki. Kobieta zdecydowała się uciec z Chin, by zapewnić bezpieczeństwo dziecku. Trafiła najpierw do Tajlandii. Następnie dzięki pomocy m.in. pastora Boba Fu i jego organizacji China Aid 24 grudnia Li i jej syn wylądowali na lotnisku w Midland w Teksasie. Pastor Fu, który sam uciekł z Chin w latach 90., powiedział, że zorganizowanie ucieczki Li Aijie i jej dziecka nie byłoby możliwe m.in. „bez aktywnego wsparcia administracji Donalda Trumpa”.
Nie była to pierwsza za rządów Trumpa zakończona sukcesem akcja ratowania prześladowanej rodziny w Chinach. W lutym br. z ChRL‑u też przez Tajlandię uciekła z dwójką dzieci Chen Guiqin. Jej mąż prawnik Xie Yang był aresztowany w Chinach m.in. za pomoc prześladowanym chrześcijanom. W wyniku tortur Xie przyznał się do winy. 26 grudnia br. sąd w Chinach uznał go za winnego prowadzenia działalności wywrotowej, ale ogłosił, że wziął pod uwagę przyznanie się do winy oskarżonego, w związku z tym nie będzie on nadal więziony.
Tego samo dnia na osiem lat więzienia skazano innego chińskiego dysydenta Wu Gana. Jego „wywrotowa działalność” miała polegać m.in. na tym, że pomagał prawnikom zajmującym się prawami człowieka, a także organizował protesty m.in. przed sądami. I tak np. w 2010 r. zorganizował protest, gdy po gwałcie i zabójstwie przez policjantów młodej dziewczyny w prowincji Fujian do więzienia wsadzono nie owych policjantów, ale internautów, którzy sprawę nagłośnili. Wu Gan prowokował też władze Chin, publikując zdjęcia i odezwy, w których naśmiewał się z działaczy partyjnych. Nieprzypadkowo wyroki w sprawie Xi Yanga i Wu Gana ogłoszono w Boże Narodzenie. Władze ChRL‑u od lat wybierają tę datę na organizowanie procesów lub ogłaszanie wyroków na dysydentów.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze