Morderca uniknął stryczka

Z zimną krwią zamordował siedem osób. Został skazany na karę śmierci, ale wówczas w Polsce już nie wykonywano egzekucji. Henryk Moruś zmarł w więzieniu. Z przyczyn naturalnych.

Pozornie był zwykłym mężczyzną. Niektórzy twierdzili, że także dobrym mężem i ojcem trójki dzieci. Pracował jako murarz i rzekomo dbał o rodzinę. Równocześnie pochodzący z Sulejowa (Łódzkie) Henryk Moruś przeszedł do historii jako jeden z najokrutniejszych w Polsce seryjnych morderców. Wpadł w 1992 r. po banalnej kradzieży. Wtedy pobrano od niego odciski palców i odkryto, że bliźniacze linie papilarne zabezpieczono na miejscu zbrodni sprzed sześciu lat (22 marca 1986 r. zastrzelona została Teresa G.). Podczas śledztwa wyszło

     

31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze