Jak za czasów Stalina

Już od sierpnia w sanatorium im. Jana Kazimierza w Dusznikach-Zdroju przyjmowani są pobici i ranni Białorusini, uczestnicy antyprezydenckich demonstracji. Obecnie jest tam grupa ponad 20 osób, kobiet i mężczyzn.

Rozmawiam z kilkorgiem z nich. Opowiadają o niezliczonych przypadkach brutalności i terroru władz, który uderza na oślep, najczęściej w przypadkowe osoby, tylko dlatego że wyszły na ulicę, niekoniecznie na manifestację, czasami jedynie po to, by zrobić zakupy. Tam nikt nie może czuć się bezpieczny, ludzie żyją w permanentnym zagrożeniu represjami siepaczy Łukaszenki.

– Był wieczór. Wracałem z pracy do domu. Na początku nie zauważyłem, że wjechałem na drogę, po której szła spora grupa demonstrantów, a 

     

15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze