Kolorowa jesień

fot. Pixabay
fot. Pixabay

Natura \ Co się dzieje z drzewami, gdy opadają liście?

Poznajcie historie zwierząt z Puszczy Białowieskiej, bądźcie z nami - www.Puszcza.TV

Jesień to ulubiona pora roku artystów. Niemal każdy poeta ma na koncie wiersz na jej temat. Bo czy można wyobrazić sobie liryka, który nie zajmowałby się w swojej twórczości problemem przemijania i kruchości życia? Podobnie jest z malarzami, którzy napawają się kolorami jesieni. Są również współcześni instagramerzy, którzy zasypali sieć zdjęciami z kolorowymi liśćmi, walczący o tytuł „jesieniary” sezonu. Tak naprawdę w naturze to jednak spektakularna walka o życie.

Drzewa umierają inaczej niż ludzie. Drzewa wyglądają tak, jak gdyby cieszyły się własną śmiercią. Wprawdzie potem będzie wiosna i one odkwitną znowu, ale ty wiesz, że nigdy nie można mieć pewności. No i skąd o tym mają wiedzieć drzewa? Dla nich na pewno każda jesień jest ostatnia” – napisała kiedyś Halina Poświatowska, jedna z naszych wybitnych artystek.

Zwykły niezwykły liść

I rzeczywiście, liście to coś, co wymaga głębszej refleksji. Należy zacząć od tego, że to kluczowe elementy każdej rośliny telomowej. Ich główną funkcją jest przede wszystkim odżywianie organizmów. Te kruche i błahe z pozoru listki biorą czynny udział w procesie fotosyntezy. To właśnie w nich znajduje się chlorofil, który jest konieczny do wykorzystywania światła w procesie tworzenia prostych związków organicznych z szeregu związków nieorganicznych. Dzięki temu rośliny są samożywne (lub inaczej mówiąc – autotroficzne). Można by to porównać do domu, który jest samowystarczalny w kwestii pozyskiwania prądu dzięki panelom fotowoltaicznym. Jednak aby cały proces był skuteczny – zarówno w przypadku budowli, jak i drzew – niezbędny jest jak najszerszy dostęp do światła. Stąd też w świecie roślin tak imponująca liczba liści. Powierzchnia wszystkich liści na 100-letnim buku (25 m wysokości, korona zacieniająca 150 m²) wynosi ok. 1200 m². Powierzchnia chloroplastów stanowi ok. 18 tys. m², co oznacza, że powierzchnia pochłaniająca światło jest 120 razy większa od zajmowanej przez roślinę. Naukowcy już lata temu opracowali wzór na powierzchnię liści. Aby to wyliczyć, trzeba zmierzyć pole przekroju korony drzewa w najszerszym miejscu i pomnożyć liczbę przez cztery. Otrzymamy powierzchnię liści w metrach kwadratowych. Potem trzeba na powierzchni jednego metra kwadratowego rozłożyć liście, aby szczelnie zakryć pole. Policzyć je, a następnie pomnożyć przez wcześniej wyliczoną powierzchnię liści. Zadanie to można swobodnie zlecić dzieciom w szkole podstawowej.

Złota polska jesień jako objaw oszczędności

Wracając jednak do tematu – co zrobić, gdy do naszych paneli fotowoltaicznych w liściach dociera mniej światła? Już późnym latem drzewa wyczuwają, że coś jest nie tak. Że efektywność ich pracy dramatycznie spada. Rodzi się więc pytanie, czy opłaca się jeszcze transportować wodę z ziemi do korony drzew. Dodatkowo drzewa w okresie jesiennym i późnojesiennym są narażone na wiele zagrożeń. Mogą je przewrócić silne wiatry pojawiające się dość często o tej porze roku. Pod wpływem nagłych opadów mokrego, ciężkiego śniegu mogą łamać się ich gałęzie. Jednak największym ich wrogiem jest nagły i silny mróz. Gdy chwyci w nieodpowiednim momencie, może skutkować tym, że wewnętrzne, pełne wody rury drzew nagle popękają.

Nie jest jednak tak, jak pisze Poświatowska, że drzewa umierają. One raczej intensywnie przygotowują się do zimy i do zapadnięcia w sen. I nie zmienią tej taktyki, która sprawdza się od 100 mln lat. Zawsze kiedy tylko dni stają się coraz krótsze, zaczynają „się wyciszać”, by znów ruszyć z produkcją liści, tlenu i cukrów, gdy dzień będzie odpowiednio długi. To jednak nie tłumaczy, dlaczego jesień jest tak kolorowa. Każde z drzew przecież mogłoby zrzucić zielone liście. Jak się okazuje, nasze przyjemne doznania wynikają ze… skąpstwa drzew. „Żółć, oranż i czerwień ujawniają się po odprowadzeniu chlorofilu, ale rozkładowi ulegają również kolejno karotenoidy i antocyjany” – czytamy w książce „Sekretne życie drzew”.

Geniusze puszczy

Mistrzem skner jest dąb, który cofa z liści wszystkie substancje, jakie może wykorzystać, a liście zrzuca dopiero wówczas, gdy są one już całkowicie brązowe. Dlatego też dąb zrzuca swoje liście jako jeden z ostatnich. Co ciekawe, jest on również wyjątkowy, bo praktycznie nie da się przewidzieć, kiedy ten moment nastąpi. Proces ten przebiega bardzo gwałtownie w ciągu kilku godzin. Można spróbować zaobserwować go w gęstwinie Puszczy Białowieskiej, gdzie mamy jedno z największych zagęszczeń starych dębów w Europie. Ponadto słyną one z rekordowych wręcz wysokości. Wracając jednak do liści, to inne gatunki dają większe spektrum kolorystyczne. Według niektórych badaczy i naukowców intensywne kolory mają również odstraszać potencjalne zagrożenie w postaci owadów. Badania ekspertów z Uniwersytetu w Oksfordzie wskazują, że drzewa, posiadające bardzo intensywny kolor liści jesienią, po roztopach są najzdrowszymi okazami. To może oznaczać, że dużo skuteczniej potrafią odstraszać organizmy, które mogą im potencjalnie zagrozić. Warto przejść się więc po puszczańskich ostępach i przyjrzeć się liściom. To objaw geniuszu przyrody.

Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Fundacja Niezależne Media.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze