Sen mara...

Koszmar senny Putina dopadł był na kacu,

gdy spał sobie spokojnie w przepysznym pałacu.

Co droższy od Wersalu, większy od Windsoru,

gdzie ziąb, swąd ani wrzawa nie doleci z dworu.

Lecz słyszy, potem widzi… Schodami z piwnicy

idą wielką watahą dzicy bolszewicy.

Noże w łapach, nad nimi chorągwie czerwone

i hasło, które wzywa: „Grabić zagrabione!”

Więc „Gospodi pomiłuj!” krzyczy, budzi echo,

spada z łoża i słyszy w pobliżu telefon.

To tylko Łukaszenka dzwoni w środku nocy:

„Potrzebujesz, Wołodia, braterskiej pomocy?”.

     
95%
pozostało do przeczytania: 5%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze