Oryginalny płaskowyż Barcelony

BARCELONA \ Muntanya de Montjuïc

Znajduje się w południowo-zachodniej części miasta. Mówią, że widoku Barcelony, jaki jest dostępny z jego szczytu, nie sposób porównać z żadnym innym. Jednak na Muntanya de Montjuïc warto się wdrapać nie tylko dla widoku ukochanej metropolii Antoniego Gaudíego.

Ponoć nie ma tu nigdzie lepszego miejsca. Do obserwacji miasta, do podziwiania morza, wreszcie zaś do tego, by się skutecznie bronić. Z jednej strony wzgórze kończy niemal pionowa ściana. Wpadająca urwiście niemal do wód Morza Śródziemnego. O tej porze roku raczej średnio ciepłych. Z drugiej strony masyw łagodnie i leniwie opada ku centrum miasta. Sam szczyt jest niemal niezauważalny. Muntanya de Montjuïc to bowiem de facto płaskowyż. Witajcie na najsłynniejszym z barcelońskich wzgórz!

Gdy 1 sierpnia 1936 r., a więc na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej, naziści otwierali hucznie słynne igrzyska olimpijskie w Berlinie, tutaj, na katalońskim wybrzeżu, Hiszpanie mocno zagryzali wargi. Przecież miało być inaczej. Zupełnie inaczej. Chcąc zorganizować alternatywę dla niemieckiej propagandowej hucpy, przebiegli Katalończycy wybudowali stadion. Mogący pomieścić 65 tys. widzów obiekt miał w założeniu gościć uczestników alternatywnych igrzysk, którzy zdecydowaliby się zbojkotować berlińską imprezę. Niestety, dwa tygodnie przed terminem otwarcia igrzysk w Hiszpanii wybucha wojna domowa. Plany zorganizowania wielkiej sportowej imprezy spełzły więc na niczym. Zostaną dokończone dopiero za 56 lat. Również na tej arenie.

Na razie wybudowany na wzgórzu Montjuïc stadion okaże się praktycznie nieprzydatny. Owszem, ktoś spróbuje zorganizować na nim wyścigi Formuły 1, jednak gdy w 1975 r. w wyniku wypadku na torze zginie piątka widzów, zostanie podjęta decyzja, aby ostatecznie zaprzestać użytkowania obiektu.

Nowe życie obiekt otrzyma wraz z decyzją MKOl o przyznaniu Barcelonie igrzysk w 1992 r. Czwarty pod względem pojemności stadion w całej Hiszpanii znów stanie się komuś potrzebny.

Dziś jednak to wcale nie Estadi Olímpic Lluís Companys, jak brzmi w oryginale pełna nazwa obiektu, jest główną atrakcją wzgórza Montjuïc. Część wspinających się (bądź wjeżdżających kolejką linową) turystów przybywa tu dla słynnej twierdzy Castell de Montjuïc. XVII-wieczna twierdza była w historii królestwa wykorzystywana jako więzienie. Dziś mroczne karty historii przykrywają widoki na pobliski port przeładunkowy Terminal Drassanes.

Południowe stoki wzgórza porastają natomiast nagrobki. To zabytkowy Cementiri de Montjuïc. Otwarty jeszcze w marcu 1883 r., miał być z założenia miejscem, do którego mieszkańcy miasta nie będą zaglądali nazbyt często. Oddalonym od centrum, odciętym od reszty miasta potężnym wzgórzem. Miało to być miejsce z założenia budzące w człowieku pewien niepokój, niepewność, smutek. Miało żyć swoim życiem w cieniu radosnego i roześmianego miasta.

Plan się jednak nie powiódł. O ile bowiem lokalizacja cmentarza rzeczywiście może odstraszać i piętrzyć trudności w dostaniu się tutaj – z cmentarza widać jedynie zgromadzone wokoło przemysłowe tereny portu – o tyle cmentarz okazał się przyciągać mieszkańców oraz turystów zupełnie czymś innym. Sztuką. Neogotyckie krypty, monumentalne aleje, kilkupiętrowe grobowce, misterne ornamenty. Dziś można wziąć udział w regularnie organizowanych tu wycieczkach z przewodnikiem.

Z jednej strony pionowa urwista skała. Z drugiej – pokryte zielenią łagodne stoki. Z jednej strony nostalgia miejsca ostatniego spoczynku, z drugiej – wesołe miasteczko. Wreszcie z jednej strony pamiętająca kilkaset lat twierdza, z drugiej zaś jedyny w mieście panoramiczny widok na rozbudowujące się z każdym dniem miasto XXI w. Wzgórze Montjuïc to niewątpliwie miejscówka nad wyraz oryginalna. I godna odwiedzin. Ot, choćby stylową kolejką Aeri del Port kursującą tu ze słynnej wieży Torre Sant Sebastià na Barcelonecie. Czerwony wagonik zawiezie nas prawie na sam szczyt.
 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze