​Sędziowie bali się niepotrzebnie

numer 1972 - 10.03.2018Polska

PRAWO Sędziowska korporacja głośno protestowała przeciwko ujawnianiu oświadczeń majątkowych. Jej główny argument – rzekomo zagrożone bezpieczeństwo, bo przestępcy mogą wykorzystać informacje. Minęło już kilka miesięcy od opublikowania dokumentów w internecie. Co się stało? Nic! – Bo to była jedynie gra na emocjach – mówi „GPC” prawnik i poseł PiS‑u Bartłomiej Wróblewski.

Gdy tylko pojawiła się propozycja, aby oświadczenia majątkowe sędziów były jawne i publikowane w internecie, branżowe stowarzyszenia i organizacje zaczęły protestować. Niektórzy wykorzystywali też kruczki prawne, aby nie pokazać, co zgromadzili. Posługiwano się przy tym różnymi argumentami, ale najczęściej mówiono o czyhających zagrożeniach. Sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, nazywał jawne oświadczenia wręcz „książką dla przestępców”.

„Sędziowie niejednokrotnie prowadzą procesy zorganizowanych grup przestępczych i wystawianie ich na pokaz grozi bezpieczeństwu” – alarmował na antenie TVN24 Bartłomiej Przymusiński ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Takimi sugestiami do dziś zaskoczony jest poseł Bartłomiej Wróblewski.

– To rzeczywisty problem wszystkich funkcjonariuszy publicznych, także posłów, senatorów, prokuratorów, a jedna grupa zawodowa chciałaby być z tego zwolniona – tłumaczy „GPC” prawnik.

Ostatecznie oświadczenia majątkowe pojawiły się na stronach sądów.

„Zostało opublikowanych 97 proc. oświadczeń majątkowych sędziów, mniej niż 3 proc. ma klauzulę: zastrzeżone” – informowało nas przed kilkoma miesiącami Ministerstwo Sprawiedliwości.

Z tych jawnych dowiedzieliśmy się m.in., że Wojciech Łączewski ma mieszkanie i skromne oszczędności, a Igor Tuleya wziął na kredyt mieszkanie i otrzymał w spadku niewielką nieruchomość zabudowaną, ma też kredyty do spłacenia. Tajne pozostało oświadczenie Waldemara Żurka.

Od upublicznienia dokumentów minęło sporo czasu. Wczoraj skontaktowaliśmy się z sądami apelacyjnymi w różnych regionach Polski. I zadawaliśmy jedno pytanie: czy na ich terenie doszło do sytuacji, że sędzia padł ofiarą przestępstwa (lub jego planowania) w związku z ujawnieniem majątku. Sędzia Elżbieta Fijałkowska z Poznania nie słyszała o ani jednym takim wypadku. Podobnie we Wrocławiu.

– Gdyby takie miały miejsce, to pewnie informacja by do mnie dotarła – przyznaje sędzia Witold Franckiewicz z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Potwierdza to sędzia Roman Kowalkowski z Gdańska.

Większość naszych rozmówców od razu robiła pewne zastrzeżenie.

– Oświadczenia majątkowe sędziów najbardziej narażonych na niebezpieczeństwo zostały zastrzeżone – przypomina Tomasz Szymański z Sądu Apelacyjnego w Krakowie. On także jednak nie wskazał na żaden groźny wypadek.

Taką sytuacją nie jest zaskoczony poseł Wróblewski.

– Bo argumenty o rzekomo grożącym niebezpieczeństwie w związku z jawnością oświadczeń majątkowych były grą emocjami – zwraca uwagę polityk PiS‑u. Dodając, że gdyby odnotowano chociaż jeden taki wypadek, wiadomość o tym natychmiast znalazłaby się na czołówkach niektórych gazet. – A takich nie było.

Może wiedzę o nich ma SSP „Iustitia”?

– Nie dotarły do mnie takie sygnały – przyznał wczoraj „Codziennej” sędzia Przymusiński.

 



Autor: Grzegorz Broński