Jestem artystą zmierzchu

numer 1973 - 12.03.2018Kultura

Rozmowa z artystą rozpisana na głos trzech pokoleń – z JANUSZEM LEWANDOWSKIM o jego twórczości rozmawiają: przedstawiciel grupy seniorskiej JAROSŁAW KOSSAKOWSKI, reprezentantka pokolenia średniego, etnograf EWA KOSSAKOWSKA, a także rzeczniczka osób najmłodszych, wnuczka artysty ALEKSANDRA LEWANDOWSKA.

Jarosław Kossakowski: – Na otwarciu Pana ostatniej wystawy w Domu Artysty Plastyka w Warszawie mówił Pan o swojej konsekwentnej postawie wobec malarskiego warsztatu i wyznawanych tradycyjnych wartościach. Ponieważ śledzę Pana twórczą drogę od dłuższego czasu, zgłaszam tu pewne zastrzeżenie. Otóż zauważam na ostatnich Pana obrazach swoiste łagodzenie wyrazistej symboliki – łagodzenie przez wygaszanie mocnych barw, które do niedawna decydowały o nośności przekazu tych obrazów. To kapitulacja?

 

Janusz Lewandowski: – Żeby kapitulować, trzeba wcześniej z kimś walczyć. Ja z nikim nie walczę. Zmagam się tylko ze swoją materią, ze swoją wizją, by każdy obraz był prawdziwy. Dla mnie najważniejsza w sztuce jest prawda. Tematy tkwią głęboko we mnie. Muszę je odkryć. Ja nie eksperymentuję, jestem w obrębie swojej orbity. Na tym polega trudność, by się nie zagubić, żeby obraz działał, żeby był prawdziwy. Jak obserwuję wystawy zbiorowe swoich kolegów, to widzę artystów, którzy wymyślają swoją postawę wobec sztuki. Ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem tego, jak można sztucznie wymyślać siebie samego.

 

Jarosław Kossakowski: – A te mocno zgaszone barwy na Pana obrazach...

 

Janusz Lewandowski: – Jestem artystą zmierzchu. Moje malarstwo zawsze było stonowane, ale z wiekiem i nabywaniem doświadczenia chyba rzeczywiście coraz rzadziej używam barw ekspresyjnych, budujących gwałtowne emocje. Wszelkie rewolucje traktuję z dystansem. Uważam, że współczesne przejawy awangardy z zasady są destrukcyjne.

 

Aleksandra Lewandowska: – Dziadku, a więc jak dziś skomentujesz swoje eksperymentalne przecież działania z lat 70., tak różne od Twojej tradycyjnej postawy wobec sztuki?

 

Janusz Lewandowski: – Współpracowałem wtedy z Marianem Boguszem (1920–1980). To był człowiek, który organizował działania przestrzenne, humanizujące przemysłową przestrzeń. Jeździliśmy po Polsce, po miastach i przedstawialiśmy różne projekty. To nie był konceptualizm, konceptualizm przyszedł później. To były bajery artystowskie (np. prace w cementowni Górażdże), które mieściły się tylko w sferze teorii. A ja przecież urodziłem się malarzem. Nic z nich nie wynikło, to była strata czasu dla mojego malarstwa.

 

Ewa Kossakowska: – Spotykam znajomych etnografów, którzy w Pana obrazach wciąż doszukują się fascynacji Mazowszem. Ja natomiast, patrząc na Pana obrazy, zawsze żałuję, że czegoś ważnego tam nie dostrzegłam, że powinnam ponownie zanurzyć się w tym mazowieckim pejzażu, który – muszę przyznać – nie zawsze doceniałam



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się