Barroso, Juncker i…

POLSKA–UE \ Komisja Europejska 2004–2019

numer 2053 - 18.06.2018Publicystyka

Trochę burzliwa, trochę skandaliczna, ale też trochę nudna, pełna eurobiurokratycznej mitręgi historia Komisji Europejskiej, zwanej w pierwszych latach istnienia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali po prostu władzą wykonawczą, zmierza do końca. Nie w sensie zakończenia rozdziału pod nazwą „Unia Europejska”, ale po prostu dlatego, że czas omówić 14 lat działań dwóch ostatnich szefów KE – byłych premierów Portugalii i Luksemburga.

Portugalczyk José Manuel Durão Barroso funkcję przewodniczącego Komisji sprawował dwie kadencje, ale jego wcześniejszymi doświadczeniami politycznymi można by obdarzyć paru rządzących. Jako student należał do FEM-L, maoistowskiej organizacji ściśle związanej z komunistyczną strukturą MRPP. Był przeciwnikiem dyktatora Salazara i jego idei Nowego Państwa. Ten jeden z wielu prawników w świecie polityki, absolwent Uniwersytetu w Lizbonie, ale też europeistyki w Genewie, był nauczycielem akademickim w Portugalii i Szwajcarii, a odkąd został posłem, łączył tę funkcję z pracą dziekana wydziału stosunków międzynarodowych Universidade Lusíada de Lisboa. Wcześniej jednak, w wieku 24 lat, dokonał gwałtownej politycznej przewrotki, „przesiadając się” ze skrajnie lewicowej organizacji studenckiej do… ugrupowania centroprawicowego. Specyfiką portugalskiej sceny politycznej jest jednak to, że główne partie w tym kraju mają w nazwie socjalizm (sic!) – jedna z nich jest po prostu Partią Socjalistyczną, a prawica i centroprawica skupiają się w… Partii Socjaldemokratycznej.

Przewidywalny Barroso

Barroso był rok starszy ode mnie, gdy po raz pierwszy został posłem – miał wtedy 29 lat – a mandat dzierżył aż pięciokrotnie, bez przerwy od 1985 r. do 2004 r. Zanim został premierem, zastępując znanego lidera portugalskiej lewicy, a obecnie sekretarza generalnego ONZ Antónia Guterresa, był wiceministrem, a potem ministrem w gabinetach Aníbala Cavaco Silvy. Trampoliną dla jego kariery stało się dla niego pełnienie funkcji szefa MSZ w latach 1992–1995. W uzyskaniu tego stanowiska pomogło nie tylko zagraniczne wykształcenie, ale też to, że był zaangażowany w imieniu rządu w Lizbonie w pokojowe rozwiązanie wojny domowej w Angoli – dawnej portugalskiej kolonii.

Pamiętam, jak moi koledzy z Finlandii byli oburzeni, gdy premier Jyrki Katainen po 2014 r. bezpośrednio przesiadł się z funkcji szefa rządu na fotel komisarza i wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Tyle że Fin zrobił dokładnie to samo, co 10 lat wcześniej Portugalczyk Barroso. Tamten objął jednak stanowisko nie wiceprzewodniczącego KE, ale jej przewodniczącego. Jako premier Barroso prowadził proamerykańską politykę zagraniczną, wspierając – inaczej niż Francja i Niemcy – interwencję USA w Iraku. Dość restrykcyjna działalność jego rządu w obszarze gospodarki, reforma prawa pracy i ograniczenia deficytu budżetowego przyniosły Partii Socjaldemokratycznej klęskę w wyborach w 2005 r., lecz na to Barroso patrzył już z brukselskim dystansem...

Nowego, już socjalistycznego premiera Joségo Sócratesa – pamiętam jak dziś – przyjmował w „stolicy” UE demonstracyjnie serdecznie. Obrazki ściskających się Barrosa i Sócratesa na długo pozostaną mi w pamięci. Także dlatego, że piastujący jedno z najwyższych stanowisk w Unii były polski premier swoją następczynię i następcę na tym stanowisku albo całkowicie ignoruje, albo – częściej – atakuje, co wywołuje niesmak i zażenowanie wśród ludzi pamiętających „entente cordiale” ponad podziałami, z udziałem szefa KE – byłego premiera Portugalii i jego następcy. Skądinąd Barroso skończył znacznie lepiej niż José Sócrates: został lobbystą, a ten drugi trafił do więzienia za korupcję (przebywał w nim blisko 10 miesięcy).

Polskie konteksty

„kuriera z Lizbony”

Po odejściu z funkcji szefa KE Barroso nie był ani bożyszczem mediów, ani nie cieszył się specjalnym uznaniem ekspertów. W porównaniu jednak z kontrowersyjnym Jeanem-Claude’em Junckerem jawi się dziś jako polityk przewidywalny, zdolny do kompromisu i niegenerujący skandali, które pogrążają resztki autorytetu unijnych instytucji. Portugalski przewodniczący KE ustąpił 31 października 2014 r., po dwóch pięcioletnich kadencjach



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się