Tusk uciekłby do dżungli

Jedną z pierwszych decyzji Jarosława Kaczyńskiego po tym, jak PiS wygrał wybory, było obniżenie pensji prezesów spółek skarbu państwa. Niedawno zmniejszono zarobki posłom, a ostatnio zapadła decyzja o tym, że osoby zasiadające w spółkach nie będą kandydowały na radnych. Pamiętam, jak w biznesowym kanale TVN24 BiS krytykowano w 2016 r. decyzję o pensjach prezesów z uzasadnieniem, że państwo nie zatrudni kompetentnych menedżerów, skoro w prywatnym biznesie zarobią oni więcej. A potem… linia propagandy zmieniła się o 180 stopni. Po sprawie z nagrodami dla ministrów, która zaszkodziła rządowi, opozycja uznała, że wszelkie newsy o tym, iż politycy PiS zarabiają dużo, szkodzą tej partii. PO ogłosiło kampanię „Konwój wstydu”, ale problem był jeden – znalezienie polityków PO, których twarze nie wyglądałyby groteskowo podczas pomstowania na wysokie zarobki. To wymagało łapanki, w końcu postawiono na… starsze panie. Wszystko to uciął teraz Jarosław Kaczyński. A swoją drogą pokazuje to, że nie mają racji głosiciele hasła, jakoby PiS i PO były podobne. Po takiej decyzji Tusk nie musiałby uciekać przed partyjnymi kolegami do Brukseli, ale do końca życia musiałby się ukrywać w peruwiańskiej dżungli.
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze