Samotność Antymidasa

numer 2073 - 11.07.2018Publicystyka

Lech Wałęsa jest kompletną odwrotnością tego, co symbolizował król Midas. Wszystko, czego się dotknie, zamienia w katastrofę. Począwszy od własnej legendy, po prezydenturę, na proteście niepełnosprawnych i obrońców status quo w sądach kończąc.

Lipiec to miesiąc gorączki politycznej. W sądach zachodzą zmiany, jedni się zgadzają z polityką PiS, inni nie popierają reform. Na tym polega demokracja. Pojawił się jednak jeden (znany) człowiek, który zagroził użyciem broni podczas demonstracji. Nie mógł to być nikt inny, jak tylko Lech Wałęsa. Zapowiedział on na Twitterze, że „fizycznie odsunie głównego sprawcę wszystkich nieszczęść”, czyli Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli policja udaremni mu „fizyczną walkę o demokrację”, to wówczas były prezydent… użyje broni. Czy słyszeli Państwo równie komiczne komunikaty z ust lub na profilach społecznościowych znaczących osobistości na świecie? Policja teraz skontroluje pozwolenia na broń, bo może się okazać, że Wałęsa w ogóle ich nie ma.

100 tys. ludzi jak 100 mln zł

Cóż, tak to jest, gdy bezmyślnie korzysta się z mediów społecznościowych i kompromituje własne nazwisko. Oczywiście Wałęsa mówił w wywiadach, że „w obronie sądów pojawi się dopiero wtedy, gdy zjawi się minimum 100 tys. osób”, i w swoim stylu dodał, że „ma plan, ale go nie ujawni, by… rządzący nie doprowadzili byłego prezydenta do kompromitacji”. To nie pierwszy raz, gdy Wałęsa szermuje idiotycznymi wręcz sloganami, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

W protest przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości, która może być przecież różnie oceniana, Wałęsa postanowił zaangażować nawet Micka Jaggera. Lider The Rolling Stones otrzymał list, w którym były prezydent w histerycznym tonie poinformował go o „upadku demokracji w Polsce” i niszczeniu polskiego sądownictwa. Po kilku dniach okazało się, że rozprawkę na temat krwiożerczego reżimu napisał nie pierwotny autor, ale jeden ze znanych adwokatów, o czym z satysfakcją poinformował w mediach inny prawnik. Jeśli to nie jest kabaret z Lechem Wałęsą jako główną postacią, to co nim jest?

Ale to dopiero finał cyrku. Pamiętamy przecież, jak przełomowy miał być dzień wizyty Wałęsy u protestujących w Sejmie. Ci ostatni ponad miesiąc domagali się od rządzących 500 zł w gotówce dla dorosłych niepełnosprawnych. Zaprosili Wałęsę do własnego grona, by „umiędzynarodowić” sprawę chorych, narzucić presję, która pozwoliłaby na spełnienie głównego postulatu przez PiS. Opozycja zacierała ręce, bo i marszałek Sejmu w ostatnich dniach strajku zachowywał się irracjonalnie – uznał, że protest niepełnosprawnych można podpiąć pod bliżej niesprecyzowane „zagrożenie bezpieczeństwa” w kontekście wizyty przedstawicieli Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W związku z tym pojawiło się mnóstwo strażników, chorym nie pozwolono na spacery (później ten zakaz zmodyfikowano do przestrzeni terenów zielonych), a Janiny Ochojskiej i Wandy Traczyk-Stawskiej – cynicznie wykorzystanej przez polityków antypisowskich – nie wpuszczono do gmachu parlamentu. Wyczekiwano więc, aż podobny zakaz spotka Lecha Wałęsę. Nic takiego, na szczęście, nie miało miejsca.

Bono czy Bolek?

Wałęsa wpadł jak na imprezę – w zwiewnej koszuli, oczywiście z Matką Boską w klapie. Pomarańczowe okulary, stylizowane na wokalistę U2 Bono. Ale talentu oratorskiego byłemu prezydentowi już zabrakło. Lata lecą, a wiek XXI to nie protesty robotnicze sprzed blisko 40 lat. Wtedy potrafił porwać robotników, wstrzelić się w ich myślenie i uczucia. Tu mieliśmy do czynienia raczej ze smutnym zjawiskiem – upadkiem własnej legendy. Oni o chlebie – Wałęsa o niebie



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Wszołek


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się