Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Kpina z procedur. Czy można wierzyć wdowie po Kiszczaku?

Dodano: 21/07/2018 - numer 2082 - 21.07.2018
AKTA PRL \ Ponieważ w lutym 2016 r. Maria Kiszczak dobrowolnie przekazała Instytutowi Pamięci Narodowej materiały pochodzące z archiwum męża, odstąpiono od dalszego przeszukania jej willi – informuje „Rzeczpospolita”. – Ci, którzy śledzili tę sprawę, alarmowali, że mamy do czynienia z kpiną, a nie przeszukaniem – mówi „Codziennej” historyk Tadeusz Płużański.
„Do przeszukania nie doszło, a większość materiałów z »prywatnej kolekcji generała« została wcześniej wywieziona z Polski” – przekonuje dziennik. Historyk Tadeusz Płużański w rozmowie z „Codzienną” stwierdza, że historia ta jest bulwersująca, ponieważ Czesław Kiszczak, szczególnie w latach 80., był jednym z filarów dyktatury komunistycznej.
– Zgromadził wielkie archiwum, które stanowiło dla niego zapewne swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Z jednej strony były to haki na osoby, które mógł później szantażować – w jednym z wywiadów powiedział dziennikarzowi, że widzi w telewizji osoby, które były z nim, czyli komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, związane. Z drugiej strony w archiwum Kiszczaka były też z pewnością materiały dotyczące jego działań. Zależało mu przecież na tym, by ukryć przestępstwa swoje i działających na jego zlecenie ludzi – zaznacza historyk.
W ocenie Płużańskiego to, co miało miejsce w 2016 r., nie było przeszukaniem. – Ci którzy śledzili tę sprawę alarmowali, że to jest jakaś kpina. W żadnym wypadku nie można tego nazywać przeszukaniem. Przeszukanie to akcja kompleksowa, szuka się wszędzie, gdzie mogłyby się znajdować materiały. A tutaj mieliśmy do czynienia z czymś zupełnie innym, czyli po prostu wydaniem przez Marię Kiszczak materiałów, które chciała przekazać – podkreśla Płużański. Jak dodaje, odbyło się to w sposób kuriozalny, ponieważ pierwotnie IPN wcale nie był materiałami zainteresowany. – Maria Kiszczak w pewnym sensie zmusiła prezesa Łukasza Kamińskiego do przejęcia dokumentów, proponując wizytę w swoim domu. Wcześniej bardzo niechętnie z nią rozmawiał – przypomina nasz rozmówca.
– To, co uzyskano w wyniku tej farsy, to tylko drobna część materiałów, które mógł mieć Kiszczak. Mam nadzieję, że nie to jest finał sprawy. Powinno dojść do przeszukania wszystkich domów, willi, obiektów związanych ze zmarłym. Jest to obowiązek państwa polskiego. Apeluję też o to, by obecny IPN przeszukał domy innych funkcjonariuszy komunistycznych, np. Wojciecha Jaruzelskiego czy Floriana Siwickiego, bo zapewne nie tylko Kiszczak miał takie archiwum – kwituje Płużański.
Zdaniem działacza opozycji antykomunistycznej Ryszarda Majdzika, gdyby potwierdziło się to, że Maria Kiszczak przekazała IPN tylko wybrane materiały, a część np. obcemu wywiadowi, na jaw mogłyby wyjść jeszcze gorsze rzeczy. – Czy mogła być mądrzejsza od swojego męża? Myślę, że nie, chyba że przed śmiercią poinstruował ją, jak ma działać – zastanawia się Majdzik.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze