Fregaty przyszłości

Komentarze do wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Australii i Nowej Zelandii zostały zdominowane przez sprawę fregat, które strona polska mogłaby ewentualnie na antypodach nabyć. Fregat tej klasy Polska nigdy nie miała, a jeśli polskie stocznie miałyby je kiedykolwiek zbudować, trwałoby to zapewne co najmniej 10–15 lat, jeśli nie dłużej. Nabycie australijskich fregat w znaczący sposób wzmocniłoby naszą pozycję i bezpieczeństwo na Bałtyku. Jednak należy pamiętać, że fregaty to nie armaty albo czołgi, a ich cena będzie liczona w dziewięciocyfrowej kwocie, i to wcale nie w złotówkach. Jeśli jesteśmy już na tyle bogaci, że możemy sobie na to pozwolić – jednocześnie nie przekładając z przyczyn finansowych na święty nigdy np. programu „Orka”, dotyczących dostarczenia Polsce nowoczesnych okrętów podwodnych, lub programu budowy w polskich stoczniach okrętów Marynarki Wojennej – to wówczas oczywiście nie należy się nad kupnem tych fregat zastanawiać. Ale jeśli australijskie fregaty miałyby zatopić przyszłość polskich stoczni, koszty społeczne tego zakupu byłby chyba jednak zbyt wysokie.
 
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze