Echa ataku PE na Węgry

numer 2128 - 14.09.2018Publicystyka

Głosowanie w Parlamencie Europejskim przeciw Węgrom i decyzja o uruchomieniu art. 7 odbiły się szerokim echem w całej Europie. Także we Francji był to niemal temat nr 1. Komentarze układały się według sympatii poszczególnych tytułów, ale specjalnych zachwytów nie było, chociaż francuskie władze przyjęły oficjalnie głosowanie w PE „z satysfakcją”.

Dziennik „Ouest France” opisuje, jak głosowali francuscy eurodeputowani w sprawie sankcji przeciwko Węgrom. Cała lewica i centrolewica głosowały za ich wprowadzeniem, partie prawicowe przeciw, a wśród polityków należących do grupy PPE (Europejska Partia Ludowa) nastąpił podział. Dziewięciu europosłów francuskich pomysł karania Węgrów poparło, reszta była przeciw lub wstrzymała się od głosu. Gazeta zauważa, że po stronie francuskiej dyscyplina partyjna była dość szanowana, z wyjątkiem centroprawicowych republikanów z PPE, co odzwierciedla także podziały wewnątrz tej partii.

„Węgry Orbána to nie Węgry”

Tygodnik „Le Point” pisał o artykule 7 jako „broni nuklearnej UE przeciw Węgrom Orbána” i przypominał, że jest to „najbardziej radykalna procedura przeciwko krajowi, który lekceważy zasady europejskie, co teoretycznie może doprowadzić do zawieszenia jego prawa głosu”. Pismo przypomniało, że mechanizm ten został uruchomiony dotąd tylko przeciwko Polsce (z inicjatywy Komisji Europejskiej) i ma służyć jako „środek ostateczny przeciwko państwom, które poważnie i uporczywie naruszają wartości Europy”. Warto tu zwrócić uwagę na użycie zwrotu „Węgry Orbána”. Używa go cała prasa lewicowa i przypomina to stosowany w naszym kraju zwrot „rząd PiS”. „Szlachetna” lewica nie karze przecież Węgier, a jedynie „Węgry Orbána” i nieważne, że rządzi on tam z demokratycznego nadania.

„Le Point” przypomina, jak może wyglądać dalej procedura wykluczania Węgier, ale zauważa, że „wydaje się mało prawdopodobne, aby do tego doszło: polski rząd dał już do zrozumienia, że stanie na przeszkodzie jednomyślności wymaganej do utorowania drogi sankcji wobec Węgier. W ten sam sposób, w jaki węgierski rząd już oświadczył, że będzie popierał Polskę, jeżeli procedura przeciwko niemu osiągnie stadium możliwych sankcji”.

Humanizm kontra ksenofobia

Tygodnik „L’Express” pisze o „węgierskim tańcu Orbána”. Przebija tu lekceważenie dla niemal egzotycznego, małego kraju, czego dowodem jest kilka anegdot i skrót jego historii dla Francuzów dość zawiłej: „Królestwo założone w Boże Narodzenie w roku 1000, ekspansywne, a następnie wcielone do Imperium Osmańskiego, przeszło pod panowanie austriackie, krótko republikańskie i prosowieckie (1919 r.), monarchia, która sprzymierzała się z III Rzeszą, wreszcie kraj Układu Warszawskiego, który zrobił powstanie przeciwko sowieckiej okupacji. Jest ogniskową buntu”. Pismo uważa, że Viktor Orbán „narzuca swój binarny schemat, podstawową regułę gramatyki populizmu i rzeźbi międzynarodowy podział bez precedensu w taki sposób, że projektowi humanistycznemu i postępowemu (Macron) przeciwstawia swój plan antyliberalny i ksenofobiczny (Orbán). I tak Europa zostaje podzielona na dwie części przez działania Budapesztu (częściowo wspiera go Grupa Wyszehradzka: Polska, Czechy, Słowacja). Pod pewnymi względami Węgry nigdy nie były bardziej wpływowe w sprawach kontynentu niż od czasu, gdy Viktor Orbán był krytykowany ze wszystkich stron w imię wartości demokratycznych. Jego wewnętrzna popularność jest odwrotnie proporcjonalna do jego zewnętrznej niepopularności”



zawartość zablokowana

Autor: Bogdan Dobosz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się